To już 20 lat odkąd nie ma z nami jednego z najbardziej utytułowanych kierowców rajdowych zarówno w kraju jak i Europie. Dokładnie 20 lutego 1993 roku pod blokiem operacyjny w szpitalu w Lądku Zdrój czekali, kierowcy, rajdowi, dziennikarze, kibice i działacze sportowi.
Jednak o godzinie 17 Marian nas opuścił, wtedy zamknął się pewien rozdział w rajdach samochodowych…
bublewicz 2

Podczas 9 Zimowego Rajdu Dolnośląskiego, nikt się nie spodziewał, że wydarzy się taka tragedia, tym bardziej, że Marian wygrał go aż 7-krotnie, jednak na jednym z odcinków specjalnych razem z Ryszardem Żyszkowskim w Fordzie Sierra Cosworth 4×4 uderzyli w drzewo znajdujące się na poboczu.

Marian próbował ratować sytuację, lecz uderzenie „poszło” z jego strony – Sierra owinęła się dosłownie wokół drzewa – pilot został w ciężkim stanie przetransportowany do szpitala, a kierowca był zakleszczony.

Amatorskie próby uwolnienia rannego, nie przyniosły żadnego efektu, a fachowa pomoc przyszła dopiero po 50 minutach, jakże cennych minutach….. Nikt nie potrafił mu pomóc, jak później się okazało, błędy organizacyjne przyczyniły się, że los okazał się tak okrutny.

bublewicz

Jaki był ? Wiele osób wspomina Mariana jako osobę niesamowicie otwartą, każdy mógł się do niego dostać, czy to wysoki działacz, czy degustator alkoholu spod sklepu w okolicy rajdu, zawsze znalazł dla każdego czas i ciepłe słowo i nie uważał się za gwiazdę.

A w końcu to Wicemistrz Europy w 1992 roku, Mistrz Polski w latach: 1975, 1983, 1987, 1989, 1990, 1991, 1992. Łącznie wliczając starty w innych klasach zdobywca 20 tytułów mistrzowskich w Polsce. Twórca pierwszego w Polsce profesjonalnego teamu rajdowego (Marlboro Rally Team Poland).
W 1993 roku znalazł się na priorytetowej liście „A” ? 31 najlepszych kierowców rajdowych świata ? publikowanej przez FIA.

A tak mówił pilot, a zarazem przyjaciel : „Przejeździłem z Mańkiem 10 lat, do samego końca. Między nami były układy bardziej familiarne niż przyjacielskie, z jego stratą nie mogę pogodzić się do dziś, jego śmierć była zupełnie niepotrzebna. Do ostatniej chwili wierzyłem, że da się go uratować, że to, co się stało, to tylko zły sen, że zaraz się obudzę i to będzie nieprawda. Bardzo żałuję, że go nie ma i cieszę się, że mogłem przy moim przyjacielu być do samego końca?

Kto wie jakby potoczyły się losy motoryzacji, gdyby Bóg nie zabrał nam Mariana…….

 

3 komentarze

  1. Anonymous

    Dzięki za wspomnienie,
    To był wspaniały człowiek,a także rewelacyjny zawodnik.
    Był wzorem dla innych zawodników sportów motorowych,
    -Spoczywaj w spokoju-

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.