Nie tak dawno na stacji benzynowej w Warszawie tankując zauważyłem, Mercedesa W211, prawdopodobnie z silnikiem 3.2, w wersji poliftingowej (po 2006 roku), którym właściciel ustawił się dumnie pod dystrybutorem od gazu…

w211

Czy jest w tym coś dziwnego? Zapewne dla większości nie, lecz przy kasie usłyszałem niewybredne komentarze innych użytkowników ruchu w postaci: „stać go na takie auto i gaz zakłada?”

Co prawda nigdy nie byłem zwolennikiem instalacji gazowych, lecz też się nad tym fenomenem nie zastanawiałem ale na przykład skoro ktoś ma luksusową willę, to nie wolno mu zamontować żarówek energooszczędnych? Tylko musi uporczywie używać starej generacji 100W?

Otóż w tym tkwi chyba trochę nasza rodzima mentalność i forma zazdrości, a takie komentarze nigdy do mnie nie trafią, chyba że ktoś zamontuje plastikowe spinery z Tesco :)

1 KOMENTARZ

  1. Łukasz

    Polakowi wszystko przeszkadza i to jest prawda znana od zawsze. Będziesz jeździł na gazie – źle. Bo się naszym Januszom gaz kojarzy z instalacjami pierwszej generacji, które były bardzo awaryjne.
    Będziesz jeździł z silnikiem V8 – źle, bo Janusze skomentują, że dużo pali i kto to widział taki ryk pod blokiem.
    Kupisz małe miejskie auto – źle, bo Janusze się będą śmiać, że kto to widział takim wypierdkiem jeździć.

    Nasze polskie Janusze tolerują tylko jeden typ samochodów i to proszę sobie zapamiętać: kombi w TeDeI-ku. Najlepiej Passat. Może też być Passat. Lub ostatecznie Passat. Oczywiście niebity, od kobiety, 10-letni z oryginalnym przebiegiem 60.000 km. I to jest dla naszych Januszów raj na ziemi. Do pierwszej awarii wtrysków lub dwumasu.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.