Gdy ponad rok temu pojawiły się pierwsze informacje o zbudowaniu 2 prototypowych egzemplarzy Nissana JUKE z silnikiem od modelu GT-R, głośno spekulowano, że jest to chwyt marketingowy podobny do Taty Nano obklejonej diamentami.

Jednak przez rok podsycania mediów, filmami ukazującymi produkcję, jak i pierwsze testy przyszła pora na : PRODUKCJĘ !
Jednak aby dodać smaczku do całej tej bajkowej historii firma Nissan zapowiedziała, że model JUKE-R będzie wyprodukowany w liczbie 20-25 sztuk – czyżby przyszli właściciele aut mieli czuć się tak wyjątkowo jak użytkownicy Ferrari?!

Pod względem prestiżu nie sądzę, ale pod względem mocy…czemu nie!
545 KM i 627 Nm sprawiają, że crossover będzie najszybszym egzemplarzem tego segmentu, dodatkowe ospojlerowanie i zadziorny wygląd podkreślają te aspiracje!
Jednak uśmiech mój gościł do momentu gdy dowiedziałem się ile ma kosztować ten model – 450 tyś ! Dużo?!
Bardzo dużo bo zapomniałem dodać, że EURO!

Ta absurdalna sytuacja sprawiła, że JUKE-R jest droższy od swojego pierwowzoru GT-R o mniej więcej 1.4 mln PLN, przebija ceną również Maybacha, Rolls-Royce Phantoma, również za tą cenę jesteśmy w stanie kupić 30 cywilnych Nissanów JUKE, albo jednego zwykłego JUKE-a i Ferrari 599 GTO.
Dla kogo skierowany jest ten model?
Przede wszystkim dla obrzydliwie bogatych, dla których 2 mln PLN w tą czy w tą to żadna różnica, ale przede wszystkim dla kolekcjonerów którzy lubują się w tak indywidualnych seriach specjalnych. Jednak boję się, że po sprzedaniu tych 25 sztuk (które zapewne znajdą swoich lukratywnych odbiorców) Nissan postanowi rozszerzyć produkcję modelu – chociażby na wzór francuskiej marki Citroen, która tworząc DS3 Racinga postanowiła „dołożyć” jeszcze kilka egzemplarzy…

Z pewnością chętnych nie braknie, gdyż indywidualność w wielkoseryjnych produkcjach jest na topie, szczególnie wśród znajomych, ale patrząc na ten temat zupełnie z boku jest to świetny biznes dla koncernu!

1 KOMENTARZ

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.