Prośba o wycenę auta, niby nic wielkiego rutynowa praca, codzienność..
Na pozór każde auto ma jakiś defekt ale nie należy się od razu uprzedzać..


Ekspertyza dotyczyła Forda Pumy (za pośrednictwem serwisu www.moto-doradca.pl), czyli samochodu, dosyć mało popularnego w Polsce jeżeli chodzi o rynek pierwotny (prawdopodobnie ze względu na cenę), jednak na rynku wtórnym może być łakomym kąskiem dla młodych osób, które poszukują swojego pierwszego auta..
W miarę zgrabne, w przystępnej cenie, dostęp do części również bez zastrzeżeń…


DANE PODSTAWOWE OCENIANEGO AUTA : 
Rocznik : 1998
Silnik : 1.4 
Kolor : srebrny
Pochodzenie : sprowadzany
Przebieg : 97000 km
Stan : bezwypadkowy
Użytkownik : kobieta


Jednym słowem ideał, dobry silnik, z małym przebiegiem z kobiecych rąk, bez uszkodzeń – EUREKA !


Ale nie zawsze, życie jest takie piękne, a łyżka dziegciu do beczki miodu zawsze można włożyć..





Zadam jedno pytanie.
Jaką największa gafę popełnił FORD?






Otóż odpowie jest bardzo prosta… licznik jest skalibrowany tak jak w popularnym ” maluchu 126p” czyli do 99999km a potem kręci się od zera, idealne auto – nie trzeba cofać i korygować licznika, wystarczy się rozpędzić, pojechać na wakacji do Chorwacji i czekać jak się sam przekręci!


Taka również była opinia sprzedającej, która nie dopuszczała do myśli że ten licznik kręci się kolejny raz (była 2 właścicielem), chyba nawet nie przekonało jej to, gdy pokazałem, że fotele w Fordach raczej nie prują się przy takim przebiegu, oraz nie są, aż tak zapadnięte… nadal jej nie przekonałem..
Dopiero gdy w akcie poddania zapytałem się czy ma chomika… jakież było jej zdziwienie… Wyjaśniłem jej, że tak wytartej kierownicy już dawno nie widziałem, tam skóry nie było wcale, a dlaczego pytanie o chomika?
Przy tym przebiegu to tylko on mógł tak wygryźć kierownicę!
Chyba zaczęła wierzyć – i to jest własnie w tym najlepsze, że bardziej do autentyczności przebiegu musiałem przekonywać właścicielkę niż przyszłych nabywców którzy swoim laickim spojrzeniem, również widzieli co jest na rzeczy.

Również wypadkowość była kwestią umowną, przecież, tona szpachli i lakierowanie wszystkiego oprócz maski (wymieniona na drugą) i dachu to nic…
Gdy to piszę, cały czas widzę przed oczami minę kupujących, którzy na miernik lakieru spoglądali z lekkim niedowierzanie – lecz tu nie trzeba było mierzyć miernikiem – to auto gołym okiem wyglądało inaczej – tak jakby ktoś pojechał do Castoramy, kupił 2 litry farby i wałek do malowania po czym poprosił swojego małego synka : „masz, zrób tatusiowi przyjemność i pomaluj tego grata”
Pod maską również kłopotliwie, wycieki, sparciałe elementy, a w wygłuszeniu maski dziury – miałem wrażenie, że tam myszy mieszkają! Ale wolałem nie sprawdzać…
Opony do wyboru do koloru – szkoda, że każda innego producenta! Ale po tych całych oględzinach, to nawet te opony już nie robiły na mnie wrażenia..


Reasumując w kilku zdaniach..sztuką jest sprzedać takie auto i zmieniam swoje podejście do tematu „atrakcyjność auta już dla mnie nie jest kwestią ceny” wycofuję się z tego stwierdzenia !
Chce żyć i takiego auta nie chce, przyszłym nabywcom też odradziłem – nawet długo nie musiałem przekonywać do tego faktu – trzasnęliśmy drzwiami i odjechaliśmy…

5 komentarzy

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.