W momencie wejścia do Unii Europejskiej w 2004 roku w Polsce zarejestrowanych było 16,4 mln samochodów w Polsce, na przestrzeni 9 lat liczba ta wzrosła do blisko 25 milionów, co wcale nie idzie w parze z liczbą miejsc parkingowych, szczególnie na zatłoczonych osiedlach.

Gdzie by nie jechać, zawsze można spotkać sfrustrowanych parkujących kierowców na trawnikach, którym nie chce się odbywać pielgrzymki na sąsiednie osiedle w oczekiwaniu na małą szczelinę do parkowania.

Jednak coraz częściej słychać, że Straż Miejska również oprócz specjalizacji w fotoradarach zaczyna się interesować ochroną osiedlowej zieleni, wystawiając hurtowo mandaty kierowcom parkującym nie tam gdzie trzeba.

 

De facto według polskich przepisów nie ma sprecyzowanej kwestii parkowania autem na trawniku lecz jest to umowna kwestia związana z ochroną zieleni.

 

[ew_style_box type=”notice”]Art. 144 § 1. Kto na terenach przeznaczonych do użytku publicznego niszczy lub uszkadza roślinność lub też dopuszcza do niszczenia roślinności przez zwierzęta znajdujące się pod jego nadzorem albo na terenach przeznaczonych do użytku publicznego depcze trawnik lub zieleniec w miejscach innych niż wyznaczone dla celów rekreacji przez właściwego zarządcę terenu, podlega karze grzywny do 1.000 złotych albo karze nagany.[/alert]

 

A jak jest w rzeczywistości? Dowolność interpretacji przepisów, pozwala na to by właściciel auta był zmuszony do „bonusowej opłaty”, gdzie informacja o braku miejsc parkingowych jest jedynie powodem do śmiechu strażnika wyciągającego druczek mandatowy.

 

parkowanie na trawie

 

Zazwyczaj jest to 100 lub 200 zł i zależy dosłownie od wolnej interpretacji, nastawienia strażnika i pogody. Jednak jakby się nie starać nie opłaca się iść z tym tematem do sądu

 

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.