Wczoraj doradzałem znajomemu przy wyborze samochodu, padło na Xsarę VTS z dynamicznym silnikiem 1.8 130 KM, cóż, szybkie spojrzenie na ogłoszenie, zdjęcia mało wyraźne, cena dobra… jedziemy !

 

Czasami łudzę się, że za dobrą ceną idzie okazja i grzech z niej nie skorzystać

 

 

Podjeżdżamy na miejsce, właściciel – warsztat samochodowy – już coś mi nie gra i nie pasuje, fachowiec, który sprzedaje auto w bardzo okazyjnej cenie? Ale liczyłem jeszcze na cud..
Szybkie spojrzenie na auto, prezencja bardzo dobra, pod warunkiem, że noszę okulary -10 dioptrii, jednak nie bez powodu zdjęcia były rozmazane i zrobione pod odpowiednim kątem, by ukryć mankamenty tego samochodu, głównie wizualne…
Miernik elektroniczny w rękę i…. szybko w myślach zacząłem zastanawiać się gdzie mam gwarancję od tego miernika (raczej dobrej klasy) gdyż pokazywał ERROR, ale chwila chwila, na elemencie obok już nie było ERROR-u tylko wskazanie rzeczywiste, fakt mocno lakierowane…

 

 

Zacząłem się zastanawiać czy jest sens oglądać auto miernikiem, gdyż wizualnie widać ślady pękającej szpachli, próbującej wypełznąć spod lakieru..
A propos samego lakieru, ja rozumiem, że niektórzy starają się naprawić aut jak najniższymi kosztami, ale, żeby lakierować elementy bez zdejmowania razem z czarnymi uszczelkami?!
I tak wiedziałem, że nie kupimy tego samochodu, ale co nam szkodzi pomęczyć sprzedającego dalej! Denerwował się.. może dlatego, że kupujący nie był laikiem..
Na pytanie, dlaczego w ogłoszeniu nie było nic napisane, że auto jest po dachowaniu (szpachla odpadała całymi płatami) odpowiedział : ciężko jest teraz znaleźć rodzynka!
Jednak jego obrona była jeszcze bardziej znakomita, hasło dnia : ja bym się cieszył, że auto jest w jednym kolorze! Przyznam się szczerze, że parsknąłem śmiechem, gdyż nie mogłem już wytrzymać całej tej historii..
Nie mogłem oprzeć się jeździe próbnej, zaproponowałem sprzedającemu by sam poprowadził auto, gdyż nie ukrywam, nie chciałem aby rozpadło się przy mojej jeździe..
Jedynka.. do odcięcia zapłonu, dwója..odcięcie i prawie 100 km/h poprosiłem by sfolgował, gdyż struclem po dachowaniu nie chciałem ryzykować..
Myślał, że mi zaimponuje, albo mojemu znajomemu kupującemu, wyobrażają sobie państwo jakie mieliśmy miny…

A kolejną miną było samo auto, które dawno temu powinno być wycofane z eksploatacji, nie posiadające hamulca ręcznego, pod fotelem wisiały luźne kable od poduszek bocznych i pewnie czołowej również nie miało… ŻAL oglądać takie auta !

1 KOMENTARZ

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.