Jesteśmy krajem farmerów! Jeszcze kilka lat temu mniej więcej 8, nikt nie interesował się autami typu pickup , stały zakurzone w salonie, a część osób kupowała je dla zabawy jako 15 auto w rodzinie.

Jednak jak widać z perspektywy czasu, umocowania prawne tworzą nowe trendy i tak wielu biznesmenów w garniturze od Armaniego, zrzucało buty od Guciego i zakładało kalosze, by lepiej wkomponować się w klimat samochodu.

Statystyki sprzedaży są nieubłagane i niczym sinusoida pokazują kiedy można było odliczyć VAT od aut osobowych, a kiedy nie ? gdyż wtedy do akcji wkraczały wspomniane już pickupy.
Dziś znajdujemy się w trendzie ?pickupowym? więc z racji tej, modele z tego segmentu cieszą się dużym powodzeniem.
Przyznam, że z dużym zainteresowanie czekałem na testy L200, gdyż miałem okazję jeździć wieloma pickupami od Ssangyonga do Nissana, lecz Mitsubishi tylko na krótkim dystanie.
Chciałem odkryć w czym tkwi fenomen tego auta oraz jak sprawdza się w codziennym użytkowaniu, w końcu nie ma dnia ani minuty bym nie widział na ulicy ?farmerowozu?.
Duży może więcej ? nie musiałem tego zwrotu powtarzać jak mantry, gdyż wystarczyło wsiąść do L200 by poczuć to na własnej skórze.

Do tej pory miałem okazję jeździć chyba wszystkimi pickuapami dostępnymi na rynku, oprócz Taty Xenon i chińskiego GRAND TIGERA gdyż nie miałem na tyle odwagi, jednak nie byłbym sobą gdybym nie musiał czegoś zmienić….

Memory five, krótka rozmowa, szybkie ustalenia i jeden z największych w Polsce torów motocrossowych w Strykowie był do mojej indywidualnej dyspozycji – miejsce okraszone wielkimi emocjami gdzie odbywały się niejedne mistrzostwa o randze międzynarodowej!
Tutaj rodził się zasadniczy problem, ponieważ L200 pasował do tego toru jak Prezydent Kwaśniewski do studiów, głównie ze względu na ukształtowanie pagórków do wyskoków i rozjeżdżenia przez jednośladowe maszyny (koleiny).
Jednak postanowiłem zaryzykować w końcu ten japoński model posiada jedne z najlepszych napędów.
Dobrze również że nie mam lęku wysokości, gdyż niektóre górki sięgały około 10 metrów!!
Ale po jeździe PEUGEOTEM RCZ po torze żużlowym – moje zahamowania znacznie się obniżyły i czemu by nie poczuć się jak motocrossowiec na torze…

 

Sobotnie popołudnie…
Od rana padał deszcz i w pewien sposób dodatkowo podnosił adrenalinę, gdyż jak sobie przypomnę auto miałem do dyspozycji z fabrycznymi oponami, a nie żadną cegiełką typu M/T, jednak gdy ostatni motor zjechał z toru i opary benzyny już opadły przyszła pora na mnie, by zobaczyć co ten farmerowóz potrafi.
Nadeszła czas by użyć drugiej dźwigni, która łudząco przypomina lewarek skrzyni biegów, z pozycji 2H przerzuciłem na początek na 4H, by pojeździć sobie po łączkach okalających tor, tak by wczuć się w klimat tej niezwykłej przygody…

Odcinek dookoła toru został stworzony głównie pod kątem treningowym i  mimo iż jest dosyć szeroki, wyrobione koleiny przy wchodzeniu w zakręty motorem znacznie zdeformowały tor, co było dodatkowym utrudnieniem przy pokonywaniu pierwszych zakrętów.

Pierwsze okrążenia po wertepach dały mi dodatkową frajdę – czyli fitness w kabinie L200 – niestety ale jest to przywarą wszystkich pickupów, iż kierownicą trzeba się nakręcić niczym promem w zatoce szczecińskiej.

Ale adrenalina rosła wraz z wibromasażem, podskokami w kabinie i uderzeniem głową o słupek B – chyba za bardzo wczułem się w rolę…
Cóż można powiedzieć, auto czuło się jak ryba w wodzie i zachowywało się w terenie bardziej naturalnie niż na asfalcie.

Pickup to przede wszystkim auto terenowe, które zazwyczaj zbudowane jest na ramie i jako nieliczne posiada jeszcze parametry terenowe w postaci reduktora czy blokady mostów.
To tej pory testowałem zazwyczaj SUV-y czyli modele łudząco przypominajace auta terenowe, lecz pozbawione większości walorów, oprócz znacznego prześwitu czy też bardziej masywnych kół.W końcu jest to samochód dla typowego farmera, który musi się nim dostać na pole i sprawdzić czy ogórki dobrze rosną, bez względu na warunki pogodowe i ukształtowanie terenu, a że w Polsce jeżdżą nim biznesmeni z teczkami – nie mnie oceniać…Ale wracajac do testu, masywne felgi i balonowe opony sprawiają, że auto ma dodatkową amortyzację, przez co czasami ramowa konstrukcja zachowuje się jak pijany na wiotkich nogach, ale w tym szaleństwie jest metoda, gdyż wszelkie ostre nierówności w postaci dużych kamieni, krawężników L200 pokonuje bez zająknięcia i zbytniego trzęsienia kabiną.

Lecz w momencie gdy, po rundzie honorowej testowego toru znalazłem się znów na profesjonalnym torze pośród wyżyn które służą do wyskoku motocrosowcom, doszedłem do wniosku, że pora zająć się napędem.
Mitsubishi L200 posiada skrzynię redukcyjną z następującymi przełożeniami :
4 pozycje skrzyni redukcyjnej : 2H (napęd na koła tylne ) , 4H ( stały napęd na 4 koła ), 4HLc (włączona blokada centralnego mechanizmu różnicowego , napęd na 4 koła ), 4LLc ( włączona blokada centralnego mechanizmu różnicowego w niskim zakresie , napęd na 4 koła ).

Do wjazdu na około 10 metrową górę niezbędny był reduktor, a dzięki jego zastosowaniu L200 bez najmniejszego problemu wskrobał się na sam szczyt i to na fabrycznych oponach – widok zapierający dech w piersiach!
I tutaj zabrakło mi szczególnie systemu kontroli zjazdu, który na tak stromych szczytach ułatwiłby pracę kierowcy.
Sam napęd już budził mój respekt, L200 czuło się jak ryba w wodzie – lecz po pokonaniu tej górki nie było odwrotu, pojawiła się wielka koleina od spadajacych motorów, im to raczej nie przeszkadzało ale dla samochodu stanowiło nie lada problem..

Jednak problemy są po to by je pokonywać, a w przypadku L200 nie trzeba się zbytnio męczyć i można w każdej chwili popuścić wodze fantazji, gdyż ten model burzy prawa fizyki wjeżdżając tam gdzie to na pozór niemożliwe.
A wręcz przeciwnie poczułem się niczym „motoryzacyjny Bóg” który może wszystko gdzie wszelkie reguły wpojone w szkole nie funkcjonują – włącznie z grawitacją.

Jednak największa góra była dopiero przede mną (najbliżej położona autostrady A2 – około 500m) szybki rachunek sumienia, głęboki oddech, ESP OFF, jak na teren przystało i rura!
W ten sposób mogłem podziwiać tak piękne widoki, ale dla zachowania bezpieczeństwa zmieniłem pozycję i niczym ACE VENTURA wspiąłem się na szczyt najwyższej góry z głową za oknem – piękny widok!

Jak widać z zewnątrz te manewry nie wyglądają tak oszałamiająco jak ze środka kabiny, gdy to odczuwa się na własnej skórze, jak L200 wjeżdża centymetr po centymetrze na takie góry i to bez najmniejszej zadyszki.
Aż w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy nie ma tu jakiś większych pochyłości by sprawdzić jego możliwość do końca – ale jakich 40-to metrowych?!

Jedynym mankamentem pickupów jest rozstaw osi, który ze względu na zastosowanie „paki” musi być dostatecznie duży, by środek ciężkości pozostał nadal na swoim miejscu, co w terenie zazwyczaj ma negatywne odbicie szczególnie podczas osiągania szczytu wzniesienia, lecz przy modelu L200 dodatkowo podniesiono nadwozie i zastosowano balonowe koła, które mimo 17″ cali z daleka wyglądają jak maksymalnie 14-stki.
A nawet gdy zawiesimy się ramą na szczycie – napęd pozwala niczym ślizgiem zsunąć się z góry.
Również gratulacje należą się konstruktorom za dobry kąt natarcia (krótki zderzak) szczególnie z przodu, jak również tylny, ozdobiony dodatkowym wspornikiem by go nie uszkodzić.

Farmerowóz z nutką designu…
Nie skłamię jeżeli pokuszę się o stwierdzenie, że Mitsubishi L200 to najładniejszy z pickupów dostępnych na rodzimym rynku, przede wszystkim ze względu na dość futurystyczne nadwozie, które z perspektywy bocznej przypomina zaokrąglone jajo – ale nie „TO” z klipu Jarzębin.

Choć określenie jajo ma wydźwięk lekko humorystyczny, to dodam, że obłe kształty posiada jedynie L200, a reszta egzemplarzy reprezentuje bardziej konserwatywną wizję budowy aut typu pickup.

Jednak przy tak dziwacznej konstrukcji, jedynie design jest w stanie lekko zniwelować niedoskonałości typowego pickupa – co uważam japońskiej marce wyszło wręcz bardzo dobrze.
Szczególnie odnoszę się tu do przekształceń w tylnej części – zabudowie, która by spełniać standardy i przepisy prawne musi mieć określoną wielkość.
Więc jeżeli jesteśmy nastawieni na zakup pickupa z wiadomych względów, w chwili obecnej rozpatrywałbym jedynie 2 modele Navarra i L200, jednak gdy zależy nam najbardziej na wyglądzie – Mitsubishi w tej kwestii będzie bezkonkurencyjne.

 



Prom na oceanie…
 Gdy podróżuje się autem od długości około 5 metrów, czegóż można się spodziewać.
Jednak na pocieszenie dodam, że miejsce za kierownicą było niczym na wieży kontroli lotów – z każdej ze stron miałem wszystkich z góry, co w pewnym sensie wzmacnia poczucie bezpieczeństwa.
Jednak wysoka pozycja i otaczająca przestrzeń to nie wszystko – patrząc przez przednią szybę miałem wrażenie, że znajduję się w budce kapitańskiej dużego promu wpływającego do zatoki.
I jak przystało na porządny prom manewrowanie również nie należy do najłatwiejszych, ale nie patrzę przez pryzmat wielkości i układu kierowniczego, który zachęca do fitnessu podczas wykonywania tej czynności. Czy to minus?!
Cóż wszystkie pickupy tak mają, a skoro coś nie jest już precedensem a regułą, należy na to przymknąć oko.

Chiński styl…Nie można mieć wszystkiego.. dlatego też uknułem pewnego rodzaju teorię spiskową, otóż projektanci tak skupili się na wyglądzie zewnętrznym, że zostało im tylko 24h na zaprojektowanie wnętrza i niestety tego czasu nie wykorzystali zbytnio dobrze.
Cóż wnętrze razi plastikami średniej jakości i też nie zawsze dobrze spasowanymi ale z drugiej strony przypominam sobie znów do kogo to auto jest skierowane… Że to głównie nasz wybryk prawny sprawił, że segment aut typu pickup ożył – to są pewnego rodzaju auta dostawcze w których nie przystoi skóra, elektryczne fotele czy audio z najwyższej półki.
Acz ostentacyjnie nie zamieszczam żadnej fotografii z wewnątrz, by ciągle żyć w klimacie designu – do której wnętrze mi w ogóle nie pasuje.
Mimo to na pocieszenie dodam, że fotele były nawet wygodne, a najlepszym gadżetem jaki znalazłem w tym aucie to była uchylna szyba tylna (między kabiną, a zabudówką) konkurencja tego nie ma, a jest to niezwykle przydatny wynalazek który można stosować naprzemiennie z klimatyzacją.



Z punktu widzenia finansowego…

Jedna zmiana prawna sprawiła, że Polacy pokochali pickupy, jest ich coraz więcej, jednak średnia cena sprzedaży aut w tym segmencie oscyluje w granicach 100 tys. PLN netto!
Można powiedzieć, że dużo – ale gdy otworzymy działalność gospodarczą i zaczniemy rozumieć o co chodzi z podatkiem dochodowym, odliczeniem VAT-u czy amortyzacją – również pokochamy te samochody.  Dlaczego?!
Ponieważ na dzień dzisiejszy ustawodawca pozwolił na odliczenie VAT-u albo od pickupów albo od aut stricte dostawczych, więc z dwojga złego logicznie myślący biznesmen, który przesiada się z VW Passata wybierze mniejsze zło.

Podczas testu długo zastanawiałem, się dlaczego te auta są tak drogie, w końcu to kawałek SUV-a z taczką z tyłu, jednak przejazd po terenie rozwiał moje wszelkie wątpliwości.
Fakt można się z drugiej strony zastanawiać, po co komu ta technologia skoro max 10% osób zjedzie w teren, a 2-3% w nieco bardziej ekstremalny.
Przyznam, że nic bym w tej kwestii nie zmieniał, pickup w tej chwili to jeden z nielicznych modeli, który nie został wykastrowany i pozbawiony reduktora czy blokady i w tym jest cała frajda.

Jednak jest element tego auta, który mnie drażni, a dokładnie zaczął drażnić, gdy przeczytałem w cenniku ile kosztuje : ZABUDÓWKA.

Cóż wygląda niezwykle efektownie, tym bardziej model sportowy (niski) lecz 15500 PLN to chyba stanowczo za dużo za kawałek odlewanego plastiku, fakt wygląda nieziemsko i nadaje temu modelowi charakteru lecz za tą cenę mocno zastanawiałbym się czy zdecydować się na zakup tego elementu.

I ostatnią kwestią finansową jest fakt, że ten „potwór” wcale tak wiele nie pali! Na trasie do Wrocławia udało mi się osiągnąć wynik 6,7 – który jest znacznie niższy od deklarowanego przez producenta i pamiętajmy, że od każdego litra możemy jeszcze odliczyć 23% VAT………. to już wyjaśnia wszystko!

Reasumując 


Po porządnym offoradzie przyszła pora na relaks – wszelkie spa mówią, że najlepsza na stres i regenerację skóry jest kąpiel błotna, za której zabieg trzeba zazwyczaj słono zapłacić..
Lecz jak już wspominałem w L200 można poczuć się jak „motoryzacyjny Bóg” przez co chciałem zaznać tej przyjemności……………………

Cóż ta kąpiel okazała się kilkukrotnie droższa od SPA, gdy zobaczyłem rachunek za myjnię :)

Ale nie tylko jazdą terenową żyje człowiek i należy w tym miejscu zastanowić się nad innym zastosowaniem tego pojazdu – przyjmijmy, że jak na biznesmena przystało posiadamy teczkę z laptopem i tu rodzi się problem, gdzie ją schować? Za fotelem? Na fotelu? Na kipie? Na kolanach?
Cóż nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie, gdzie by teczki nie położyć będzie źle – ale taki jest urok samochodu tej klasy, który na siłę ma zastępować limuzynę i auto rodzinne.
Jednak w tym przypadku nie jest to takie proste by sprawić aby stał się bardziej osobowy, tak jak chociażby miało to miejsce przez ostatnich 15 lat z modelem Renault Kangoo, który z pospolitego dostawczaka stał się pełnoprawnym rodzinnym autem.

I tak większość osób z czystego rozsądku wybiera opcję doublecab, ale mimo wszystko gdybym miał pominąć aspekty czysto podatkowe nigdy bym nie spojrzał na ten samochód.

Przez cały czas testu nawet nie miałem okazji zajrzeć na kipę, a wiecie Państwo dlaczego?!
Bo na kipie wozi się VAT – a pieniądz lubi ciszę! 
I tym optymistycznym akcentem podsumuję test tego farmerowego egzemplarza :)

 
CENA : około 125000 PLN
TEST : MITSUBISHI L200 2.5 178 KM DOUBLE CAB
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY80%
WNĘTRZE53%
ZAWIESZENIE95%
CENA79%
JAKOŚĆ64%
SPALANIE79%
75%WYNIK

9 komentarzy

  1. Anonymous

    Fajna fota z tym błotkiem, może kiedyś Pan redaktor pochwali się w jakim mieście i gdzie testuje auto.

    Odpowiedz
  2. Anonymous

    W spalanie nie wierzę absolutnie. 6,7l? Jadąc chyba 60km/h. Jeździłem tą sztuką i minimalne w trasie to 8,8.

    Odpowiedz
  3. edi

    jestem ciekaw jak wypada ten pickup w zestawieniu z isuzu d-max. Zastanawiam się nad zakupem któregoś z tych dwóch

    Odpowiedz
  4. edi

    dzięki za linka, już zaglądam. Ciężko będzie wybrać między tymi dwoma samochodami bo obydwa zapowiadają się bardzo dobrze, coś mi się isuzu kojarzy z silnikami

    Odpowiedz
  5. Radek

    bardzo dobry pickup – myślałem poważnie o zakupie, ale finalnie padło na Isuzu D-max – przekonał mnie genialny silnik, 2.5l z 2 turbinami, 163KM. Mimo prawie 2ton i „pickupowej” aerodynamiki to auto potrafi spalić poniżej 7l/100km, co niestety dla reszty pickupów jest nie do osiągnięcia

    Odpowiedz
  6. Mors

    Radek – i myślę, że bardzo dobrze zrobiłeś. Ja niestety wybrałem L200 i niestety auto nie okazało się bezawaryjne. Nie ma jakiejś tragedii, ale mam też znajomego z D-max’em i on do serwisu przez prawie 2 lata jeździ tylko na przeglądy – a tłucze mnóstwo kilometrów. Do tego i tak ma 5 lat gwarancji, więc śpi spokonie.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.