Podobno to jest niemożliwe, podobno to jest nierealne, podobno gdy piszę się do tego urzędu panuje tam wielki śmiech przy rozpatrywaniu tych wniosków – takie odczucie miałem gdy 2 lata temu występowałem do Urzędu Morskiego o zgodę na wjazd na plażę quadem – w ekspresowym tempie dostałem odpowiedź – NIE!

 

 

 

Bez konkretnego uzasadnienia, jedynie z sugestią dotyczącą ochrony wybrzeża.

 

Jednak ostatnie lata widać przyniosły duże zmiany w polskim urzędnictwie gdyż mimo, że quadem nie wpuścili mnie wcześniej na plażę tym razem po sforsowaniu wielu urzędniczych zakrętów dopiąłem celu i otrzymałem zgodę na wjazd na plażę.
Podobno jest to niewykonalne i wielu urzędników, których napotkałem na swojej drodze nie dowierzało, że przeszedłem już te kilka etapów i brnąłem ku zakończeniu sprawy.
Jeśli ktoś jest zainteresowany za dobrego „wiskacza” wyjaśnię jak skrócić ten mój maraton i doprowadzić do finału!
Tym bardziej byłem zadowolony gdyż zgodę otrzymałem na wjazd Mitsubishi Outlanderem, czyli autem z aspiracjami terenowymi.

 

Dlaczego ?!
 
Przecież za kilka dni ten egzemplarz zniknie z rynku, po blisko 6 latach „służby”…
Zapewne najbardziej na topie jest testować nowe modele, te które ociekają jeszcze rynkową świeżością, wzbudzają zainteresowanie na drodze, a przechodnie dopytują się co to za auto.
Z pełną premedytacją zapragnąłem przetestować Outlandera z silnikiem 2.2 DiD 177 KM, który przez lata był najlepiej sprzedającym się modelem w klasie samochodów uterenowionych, a w roku 2009 zdeklasował konkurencję (2400 sztuk) – w głównej mierze za możliwość odliczenia podatku VAT.

 

 

Dlatego nie będę roztkliwiać się nad wszelkimi szczegółami, gdyż model przez tyle lat egzystencji na rynku się dobrze zadomowił, a skupię się na nieco bardziej osobistej i wybiórczej ocenie.

6 lat od debiutu i 2 lat od liftingu, to dosyć sporo, zazwyczaj takie modele kwitną w rogu w salonie w oczekiwaniu na mega przecenę i przestawienie w kolejny róg salonu by psychologicznie stworzyć ruch…

Jednak Outlander przez te wszystkie lata opierał się rutynie i silnej konkurencji, który niczym Skoda Octavia w swojej klasie trzymał czołówkę na dystans.
Poliftingowa wersja wyposażona w charakterystyczną z Lancera wielką paszczę jeszcze bardziej przyciągała klientów do salonu, mimo, że nie był to najłatwiejszy segment do zwojowania rynku – średnia cena sprzedaży Outlandera oscylowała w granicach 110 tyś PLN brutto.

 

Czy to zasługa designu czy marki?
 
Według mojego przekonania w dużej mierze marki, gdy rozpoczęto mariaż Citroena, Peugeota z Mitsubishi, zastanawiałem się który z tych trojaczków będzie liderem, cóż postawiłem na 3 diamenty!
Jak widać Citroen i Peugeot są niereformowalne o czym mogą świadczyć chociażby najmniejsze modele i współpraca z Toyotą.
Dziwnym trafem ani C-Crosser, ani 4007 nie zyskały wielkiej sympatii klientów, pewnie za sprawą kosmicznych cen i liczenia, że francuska linia brendowa sprawi, że auta te będą samosprzedawalne, prawda okazała się bolesna – Citroena C-Crossera można dziś zamówić tylko indywidualnie, raczej w salonie go nie znajdziemy, a okres oczekiwania na odbiór wynosi minimum 8-9 miesięcy!

 

 

Outlander to zupełnie inna historia, od początku produkcji, do dnia dzisiejszego, czyli czasu gdy w powolnym stopniu model ten będzie wypierany przez Outlandera III generacji – cały czas był koniem pociągowym Mitsubishi.
Do dziś…. gdy w salonie zostało dosłownie kilkanaście sztuk z 2011 roku – można powiedzieć, że kultowych sztuk! Zatem jeżeli ktoś jeszcze nie jest przekonany co do wyboru, chyba jest to ostatnia chwila na podjęcie decyzji co do zakupu.

 

W czym tkwi fenomen?
Tabelki sprzedaży nie kłamią – Outlander był hitem tego segmentu, zapewne dzięki marce (o czym pisałem powyżej) ale czy tylko dzięki niej?!
Samym brendem nie zyskamy fanów, tym bardziej przy autach które lekką ręką kosztują około 100-120 tyś PLN, Mitsubishi, posiadało dobrze skrojoną cenę jak na nasze warunki, znacznie lepszą od „bliźniaków” ale i innych konkurentów rynkowych jak chociażby Kia Sorento, Chevrolet Captiva, czy w pewien sposób Mazda CX-7.

 

 

Jednak cena i  marka to nie wszystko, ponieważ nie to jest kluczem do zdobycia sukcesu w tym segmencie.

 

Sekret marki…
Nie będę ukrywał, że podczas testu w L200 czułem się jak w plastikowym samochodzie, którego wnętrze odstawało znacząco od ceny sprzedaży (w końcu inna jego rola), w Outlanderze jest znacznie inaczej – przede wszystkim lepiej dopasowane fotele są bardziej przytulne i dobrze trzymają w zakrętach (połączenie skóry z materiałem).

Deska rozdzielcza jest przejrzysta i ergonomiczna, a przyciski na konsoli środkowej nie pozostają w dłoni jak to było w przypadku TATY SAFARI.

W wielu testach spotkałem się z zastrzeżeniami co do miejsca w Outlanderze, jednak sam przyznam, że znacznie bardziej klaustrofobicznie czułem się w Hyundaiu SantaFe – sam mam 180 cm wzrostu, wraz ze mną podróżowała piątka pasażerów i nikt nie narzekał na brak miejsca zarówno w drugim jak i 3 rzędzie foteli.
Oczywiście nie wsadziłbym tam osoby wyższej niż 165 cm wzrostu i to nie koniecznie ze względu na wzrost, a raczej na miejsce na kolana.
Jednak w gwoli ścisłości dementuję, aby to wnętrze nie było przestronne!
A asem w rękawie na pewno jest zestaw audio, faktem jest że wyświetlacz od radia jest z poprzedniej epoki, jednak gdy usłyszałem pierwsze nuty wydobywające się z fabrycznego zestawu Rockford Fosgate, poczułem się jak w moim pierwszym usportowionym samochodzie – Renault Megane Coupe, w którym subwoofer wprowadzał w drżenie całe wnętrze.

Jednak z małą subtelną różnicą – w Mitsubishi w najmniejszych szczegółach dopracowano spasowanie materiałów, tak by, boczki ani elementy podsufitki nie wpadały irytujący rezonans.

Wielkie pochwały składam konstruktorom, gdyż żadne fabryczny „sub” dostępny w takich modelach jak Citroen DS4, Peugeot 5008 czy nawet Infiniti FX50s nie grał tak czysto i tak mocno!!
Jedynie współczuję pasażerowi ostatniego rzędu po lewej stronie który musi z nim obcować bezpośrednio.
Z funkcjonalności na pewno na uwagę zasługuje system otwierania bagażnika, ponieważ nie tylko klapa jest elementem ruchomym, ale również próg załadunkowy, który w momencie otwierania tworzy nam siedzisko idealne dla miłośników chociażby rybołówstwa.

 

 

Wnętrze Outlandera było nad wyraz poprawne, mimo 6 lat egzystencji na rynku nie zestarzało się szczególnie, a jakość plastików czy spasowania nie wzbudzała u mnie żadnych negatywnych emocji.
Mimo, że plastiki były dość twarde, to na pewno były niezwykle przyjemne w dotyku i o wiele lepsze od tych oferowanych w Chevrolecie Captiva!

 

Walory jezdne…
 
Nie pozostawiajmy złudzeń, czasy fabrycznej ramy i reduktora już dawno odeszły do lamusa, nikt nie oczekuje od tych aut by poruszały się w trudnym terenie, 95% klientów nigdy nie miała okazji zjechać z drogi o klasę niższej niż szuter, zapewne za sprawą garnituru który nie lubi kurzu i błota.
Jednak Outlander prowadzi się znacznie pewniej niż chociażby Renault Koleos, pewnie za sprawą wcale nie tak wysokiego nadwozia 1680 mm.
Większość z odcinka testowego spędziłem na trasie, w dużej mierze na autostradzie, gdzie średnia prędkość była zbliżona do około 110-120 km/h, co wcale nie przeszkadzało w dynamicznym pokonywaniu zakrętów nawet przy komplecie osób na pokładzie.
Outlander był mistrzem w pokonywaniu progów zwalniających, które „połykał” z gracją nawet przy większych prędkościach, również wyboiste drogi, czy kocie łby amortyzował bardzo dobrze.

 

 

Ale gdy zjeżdżałem z utwardzonej drogi, pomoc napędu 4×4 i blokady mostów była nieoceniona, oczywiście brak reduktora w tej klasie do standard ale gdy przełożymy na warunki w jakich Outlandery poruszają się na co dzień – te 30-40 kg które waży reduktor okazuje się zbędne i niepotrzebne.
Napęd 4×4, na pewno przyda się podczas pokonywania nieutwardzonych dróg, czy podczas opadów deszczu – prowadzenie auta okazuje się znacznie bardziej pewne!

 

Abba fatima pod maską…
 
Znaleźć wśród tych ostatnich sztuk model z silnikiem 2.2 DID 177 KM to wyczyn godny misji na Marsa, niewykluczone, że na rynku pojawi się dodatkowa partia aut, ale na dzień dzisiejszy dealerzy operują jedynie modelami dostępnymi na stoku.
Znacznie więcej jest wersji z silnikiem 2.0i 147 KM, jednak gdy komuś zależy na elastyczności, dynamice i frajdzie z jazdy polecam by zabawić się w poszukiwacza i odnaleźć model DiD. Tym bardziej, że 380 Nm nie ma najmniejszego problemu z rozpędzeniem Oudlandera do setki poniżej 10 sekund! W dodatku nie zapominajmy o tym, że jednostka ta oparta jest na aluminiowej konstrukcji!
Przyznam, że zestopniowanie skrzyni biegów było o wiele lepsze w stosunku do modelu L200 i znacznie rzadziej trzeba było używać lewarka od zmiany biegów.

 

Jednak największym zaskoczeniem było zużycie paliwa – na drodze expresowej przy dozwolonej prędkości 120 km/h i użyciu tempomatu, spalanie spadło do 5,7 l/100km, co jak na auto o wadze ponad 1700 kg należy uznać za wyczyn godny nagrody nobla, nieco gorzej było przy większych prędkościach, ale z racji, że w Polsce ustawodawca przewidział maksymalną prędkość na autostradzie 140 km/h tę wiadomość zostawię tylko dla siebie.
W mieście spalanie wyniosło około 9-9,5 litra, ale mogło być znacznie niższe gdyby nie fakt, że duża część turystów wspólnie ze mną wpadła na pomysł by na weekend skoczyć do Gdańska – co sprawiło, że czułem się jak w Warszawie w godzinach szczytu.

 

Silnik 2.0 DiD czy jak niektórzy wolą 2.0 TDI był silnikiem raczej wątpliwym, opartym o system pompowtryskiwaczy, nowa jednostka 2.2 (4N14) to krok milowy – jest dynamiczna, zbiera się już od samego dołu, z łatwością wkręca się na obroty, a co najważniejsze jest przyjazna dla portfela podczas procedury tankowania.
Jeżeli jest szansa by odnaleźć wersję 2.2 DiD 177KM proszę zwrócić na nią uwagę, gdyż dobrze znana jednostka 2.4i 170 KM chowa się w przedbiegach!

 

 

Najważniejszym jednak walorem tej jednostki silnikowej była cicha praca i dobre wygłuszenie wnętrza, dzięki czemu wewnątrz panowała cisza jedynie słyszalny był powiew powietrza.
Również spalanie było akceptowalne – nikt od tego auta nie wymaga by na trasie palił 4 litry tym bardziej przy tej masie i zadziornemu przodowi!

 

Dlaczego warto pospieszyć się?!

 

Już jesienią w naszych salonach zagości Outlander III generacji, konstrukcyjnie znacznie bardziej odmienny, nieco futurystyczny. Choć nie miałem jeszcze okazji przyjrzeć mu się bardziej nie wzbudza mojego szczególnego zainteresowania – może dlatego, że tak jestem zafascynowany tym co sprawdzone i pewne!
Mimo, że wymiary obecnej wersji i lada dzień debiutującej są wprost identyczne, to różni je wiele.
Początkowo wersja diesla zostanie zmodyfikowana i pozbawiona 27 KM w stosunku do testowego egzemplarza, a jednostka benzynowa zyska dodatkowe 3 KM.
Nie wiem czemu, ale nadal jestem fanem i entuzjastą II generacji, może za sprawą tego, że wizualnie III generacja nie przypadła mi szczególnie do gustu, który reprezentuje nowy nurt designerski marki i może potrzebuję trochę czasu aby mi się dobrze opatrzył.

 

Jednak te tysiąc kilometrów spędzonych w Outlanderze, jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że Mitsubishi powinno zajrzeć na czeskie podwórko i stworzyć wersję TOUR – ponieważ, jeszcze jest wielu chętnych klientów, którzy zakupiliby ten model, bez zbędnych bajerów i fajerwerków jakie oferuje następna generacja!

 

Gdzie zdjęcia z plaży?!

Wszystko poszło jednak zbyt łatwo, by mogło się ziścić…
Razem z fotografem musieliśmy obejść się tylko smakiem, a zezwolenie pozostawić na pamiątkę, zawsze we wszystkim musi być haczyk, który sprawi że zejdziemy na ziemię.
Wjazd wejściem numer 11 w Gdańsku, nie należał do najłatwiejszych do pokonania, a z racji tej, że nie jestem sadystą i dbam o auto zadowoliłem się jedynie kąpielą w lodowatym Bałtyku o wschodzie słońca.

PLUSY :
– przestronne wnętrze
– system audio
– dynamiczny i elastyczny silnik
MINUSY :
– mało miejsca w III rzędzie
– mała dostęność

 

Silnik – diesel

– Pojemność skokowa – 2268 cm3,

– Maksymalna moc – 177 KM

– Maksymalny moment obrotowy 380 Nm – 2000-3000 obr/min

Osiągi:

– Przyspieszenie 0 – 100 km/h (s) – 9,7

– Prędkość maksymalna – 200 km/h 

Zużycie paliwa:

– Cykl miejski (l/100 km) – 9,5

– Cykl pozamiejski (l/100 km) – 5,9

– Cykl mieszany (l/100 km) – 7,6

– Pojemność zbiornika paliwa :  60 l.

Wymiary:

– Długość (mm) – 4640

– Wysokość (mm) – 1680

– Szerokość (mm) – 1800

– Rozstaw osi (mm) – 2670

Masa (kg)

– Masa własna pojazdu – 1707 kg,

 

Pojemność bagażnika : 860 litrów

 


CENA :  134000  PLN
TEST : MITSUBISHI OUTLANDER 2.2 DiD
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY88%
WNĘTRZE55%
ZAWIESZENIE70%
CENA78%
JAKOŚĆ74%
SPALANIE76%
74%WYNIK

9 komentarzy

  1. Anonymous

    No proszę, z jednej strony rodzinne auto a z drugiej sub rockforda :) pewnie ładnie musi to grać tym bardziej, z tego co wiem jest to 30-tka..

    Odpowiedz
  2. Antek T

    We Francjo podobno o wiele łatwiej uzyskać pozwolenie – ale jedź na plażę z quadem do Francji!

    Odpowiedz
  3. Dj Salvator

    Mi się nowy outlander podoba, słabsze silniki będzie miał tylko na początku, później zapewne wkroczy mocniejsza wersja 180 KM i mam przeczucie, że będzie dodatkowo coś extra

    Odpowiedz
  4. Franklij

    Pewnie i tak by się na plaży zakopał bo nie ma napędu zredukowanego i co najwazniejsze opon, ale ogólnie fajny test – dobrze się czytam mój szef ostatnio kupił takiego lecz 2.4

    Odpowiedz
  5. Anonymous

    Ładny suub – przyznam, że teraz wielu producentów zaczyna stawiać na dobre audio, nie to co kiedyś gdy montowano zwykłe pierdziałki!

    Odpowiedz
  6. Anonymous

    ja tez zakupilem outlandera 2.2 did i jestem bardzo zadowolony dynamiczny silnik fajnie pracuje i cala reszta jest jak najbardziej na medal.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.