Najbardziej odjechana egzemplarz Peugeota ? takie słowa wypowiedziałem w zeszłym roku jadąc RCZ-em na wakacje, choć wtedy testowany egzemplarz posiadał silnik diesla 2.0 HDI 163 KM to i tak dostarczał wiele frajdy, podnosił ciśnienie we krwi, a przy tym spalał nadzwyczaj mało.

Jednak tym razem przyszła pora na bardziej ekstremalne odczucia, gdzie nie liczy się spalanie, a najważniejszy jest fun z jazdy – i w taki oto sposób w moje ręce wpadł perłowo-biały PEUGEOT RCZ z najmocniejszą dostępną jednostką na rynku o mocy 200 KM wykrzesanych z silnika o pojemności 1.6!

Cóż, proceder downsizingu osiągnął już chyba apogeum ? acz odbieram to jako dobry gest przy ubezpieczaniu samochodu!

 

Co łączy te 2 egzemplarze?

 

Wbrew pozorom, bardzo wiele….

 

 

Nie bez powodu zestawiłem te dwa egzemplarze do rywalizacji i to na torze żużlowym ORZEŁ ŁÓDŹ, który słynie z ciasnych i wąskich zakrętów, a główną nagrodą w rywalizacji był… okolicznościowy puchar!

Oba egzemplarze posiadają niezwykle wygodne i przestronne miejsce… dla kierowcy, z możliwością różnorakiej regulacji fotela oraz kierownicy (w traktorze nawet na boki) , w obu przypadkach podróż za kierowcą jest wręcz niemożliwa, szczególnie w RCZ-cie, gdzie na tylnej kanapie zmieściłbym jedynie chomika w małej klatce, bądź teściową na trasie Zakopane-Szczecin – gwarantuje, że po tej podróży byłoby to ostatnie spotkanie z nią.

 

Wbrew pozorom w obu testowych egzemplarzach możemy czuć się nieco przytłoczeni, ale dodatkową przestrzeń daje nam dobra widoczność, szczególnie z uwzględnieniem tylnej szyby, co w przypadku aut sportowych jest swojego rodzaju ewenementem.

Jednak nisko opuszczona maska przednia we francuzie sprawia, że czujniki parkowania są wręcz obowiązkowe, by precyzyjnie wykonać manewr. W traktorze natomiast czujniki zastępuje hydrauliczny stelaż do „łyżki”.

I co najważniejsze, klaustrofobiczne wnętrze jednoczy je również w kwestiach estetycznych, możemy poczuć się jak w maluchu i… z fotela kierowcy przetrzeć tylną szybę!

Gdy Peugeot wygrywa mocą, to traktor wygrywa pojemnością. Można powiedzieć, że do chwili obecnej oba   modele idą „łeb w łeb”, ale ktoś musi wygrać tą rywalizację!
Jak się okazało jednak nie do końca duża pojemność przekłada się to na walory jezdne i gdy ja pokonywałem 6 okrążenie traktor z zadyszką kończył pierwsze. Ktoś powie, że to farsa, z góry skazana na porażkę rolniczego środka lokomocji. Owszem, ale czego się nie robi by otrzymać puchar!

Nie miałem litości i gdy z kretesem ten „czterokołowy wół” przegrał, postanowiłem pozbyć się go z toru, gdyż tylko mi przeszkadzał…

Cóż puchar jest mój !

 

 

Gdy RCZ-a w dieslu testowałem głównie na trasie, ciągle brakowało mi nutki adrenaliny i dawki lekkiego szaleństwa jak przystało na auto sportowe – tym razem postanowiłem skupić się stricte na tym do czego to auto zostało stworzone i poczuć jak zachowuje się w bardziej, bądź mniej normalnych sytuacjach.

Dlatego puchar jest już pierwsza namiastką współzawodnictwa, osiągniętą w nieco przebiegły i wyrafinowany sposób.

Na wstepie dodam, że przy przeprowadzaniu testu, nie ucierpiało, żadne zwierze, z pominięciem 23 owadów, które nie potrafiły ominąć samochodu podczas przejazdu – ukłon w kierunku Joanny Krupy (naszej Lady Animals), również tereny zielone zostały omijane zgodnie z poszanowaniem – to ukłon dla ekologów przebywających obecnie na drzewach w dolinie Rospudy.

To na tyle usprawiedliwień, pora działać!

 

Duch emocji wisi w powietrzu…
 
Mimo, że w sobotnie przedpołudnie, na torze panował stoicki spokój, emocje unosiły się w powietrzu, za sprawą  wściekłego RCZ-a, jak i miejsca w którym się znajdowaliśmy, gdzie ryk maszyn jest czym powszednim, z tą różnicą, że ja mogłem skręcać w lewo!

 

 

Choć jak widać na powyższym zdjęciu, nawet auto przednionapędowe, może w zakręcie zachowywać się jak gokart „ze sztywną ośką”.

 

W teorii prowadzi się jak po szynach, lecz dziś pora na przycisk ESP OFF…
Może jestem szaleńcem, ale nie wariatem, który ściga się po asfalcie ze wszystkim co się rusza, a wybór toru nie był przypadkowy, ponieważ była to swojego rodzaju analogia do słów Krzysztofa Hołowczyca, który powiedział :  „nie sztuką jest wygrać na prostej – sztuką jest to zrobić na zakręcie!”
W końcu osoba, która decyduje się na zakup RCZ-a THP 200 nie myśli o majestatycznej jeździe po mieście, a poszukuje nowych wrażeń i emocji, które z pewnością ten samochód może dać, a patrząc na parametry techniczne pokuszę się o stwierdzenie, że MUSI DAĆ!
Faktem, że nie jest to zabawka dla dziadka może być to, iż ESP da się całkowicie zdezaktywować, co we francuskich modelach do niedawna było niespotykane, a wręcz niemożliwe (oprócz wyjęcia bezpiecznika od ESP). Ten RCZ ufa nam i pozwala prowadzić się po naszej myśli (chociaż w schowku profilaktycznie leżał numer do assistance).

 

Spali ile mu się wleje…

Gdy w jednym z odcinków MOTO ON, Adam Kornacki pokazywał że RCZ „dwusetka” spala na torze 20 litrów nie wierzyłem, ale od dziś w 18 l./100 km już wierzę, nie ma nic za darmo, bardziej sportowa i agresywna jazda obkupiona jest dużym zużyciem paliwa.
Ale przy wyborze tej konfiguracji, jeśli ktoś będzie narzekał na spalanie, nie jest godny by podróżować tym sportowy autem z lwem na masce.

Więc za wszelką cenę pomijam aspekt spalania i postanawiam go odsunąć od swojej myśli, a na komputerze pokładowym włączyłem parametry nawigacji, co by się specjalnie nie denerwować.
Dlatego temat spalania uważam za nieodwracalnie zamknięty.

Mistrz zakrętów….


Całą esencją zawodów żużlowych jest odpowiednie przygotowanie toru do wyścigów, odpowiednie nawodnienie (kilkanaście tysięcy litrów) jak i powierzchowne spulchnienie warstwy wierzchniej..
Gdybym na takim torze miał odbyć test z pewnością, musiałbym ponownie poprosić pana traktorzystę, ale nie w kwestii rywalizacji, a wyciągnięcia z bagna.
Profesjonalnie przygotowany tor jest zabójstwem dla samochodu, tym bardziej sportowego i dlatego w ostatniej chwili przed zawodami udało mi się skosztować jego uroków.

Twarde i suche gliniane podłoże jest niezwykle zdradliwe, szczególnie gdy połączymy je z odbezpieczeniem katapulty – ESP OFF, dlatego pierwsze okrążenia niczym mistrz ecodrivingu postanowiłem  sprawdzić z dużą dozą ostrożności i zapoznaniem.
Ale po dwóch okrążeniach, gdy łyknąłem pigułkę odwagi, postanowiłem zepsuć tą nieco piknikowo-sielankową atmosferę i porządnie zakurzyć, jednak jak się okazało RCZ jak rozkapryszone małe dziecko, nadal robił swoje i jechał niczym tramwaj po torach, mimo wyłączonego systemu kontroli trakcji.
Również za sprawą 19-sto calowych felg, które jak 4 walce (235/40) kleiły francuza do ziemi, a niski profil dodatkowo usztywniał już i tak twarde zawieszenie.
Jednak tak jak małe dziecko można przekupić lizakiem, tak francuskiemu drapieżnikowi wystarczyło sprytnym ruchem kierownicy zerwać przyczepność.

A wtedy nie pozostaje nic innego jak powtarzać słowa Rejenta Milczka z Zemsty Fredry : „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” – choć te słowa traktowałbym z lekkim przymrużeniem oka, gdyż nawet przy uślizgu kół auto prowadzi się w wyczuwalny sposób dla kierowcy, a każda najmniejsza kontra dodatkowo ustawia auto do toru jazdy.
Jedynie nadmierne operowanie pedałem gazu, szczególnie w ostrym zakręcie i przy wyższych obrotach może doprowadzić do „zakręcenia bączka”.

Bąk pod maską…


Szlifierka – takie mam pierwsze skojarzenia z tym silnikiem, RCZ wkręca się szybciej na obroty niż mikser po wciśnięciu przycisku „ON”, a manewr ten bywa zaraźliwy, ponieważ gdy przy 1700 obr/min jeszcze nic się takiego nie dzieję, to po przekroczeniu tej wartości chcemy jeszcze i chcemy jeszcze…

Przy mniej więcej 3500 obr/min zaczynamy słyszeć rasowy pomruk wydechu, który towarzyszy nam do samego końca.
A to wszystko dla przypomnienia wyciśnięte niczym cytryna z silnika 1.6!
Na całe szczęście turbina jest umiejscowiona tak, by można było ją w łatwy sposób demontować – czyżby konstruktorzy wzięli pod uwagę taką ewentualność?!

Na torze jednak operowanie gazem było kluczowe pomimo rewelacyjnych warunków trakcyjnych z prawami fizyki się nie wygra, wielokrotnie samochód zrywał trakcję nawet na 3 biegu, kłopocząc kierowcę i wprawiając w migotanie jego serce.

I tak jak duet Kate Winslet i Leonardo Di Caprio, tak również rewelacyjnie spisywała się inna para : silnik i skrzynia biegów – z resztą ta sama, która zastosowana była w RCZ-cie z dieslem pod maską, biegi wchodziły z charakterystycznym oporem i aż chciało się trzymać auto na obrotach.
Francuzi lubią detale… gdy w warunkach miejskich przytrzymamy lekko hamulec ręczny (bez zrywania przyczepności) zobaczymy na wyświetlaczu choinkę lampek i litanię „co Ty wariacie robisz?!”.
Jednak gdy na torze z wyłączonym ESP, postanowimy „odciążyć” oś tylną poprzez hamowanie impulsowe ręcznym, komputer nie zwróci nam najmniejszej uwagi – wielkie dzięki!

Nie wyobrażam sobie innego serca pod maską niż turbodoładowany 200 konny benzyniak, pewnie dla jednych będzię to i tak za mało, ale uważam, że dla przecietnego Kowalskiego taki egzempalrz będzie w zupełnosci wystarczajacy patrząc na to przez pryzmat emocji i adrenaliny.



Refleksja na temat THP


20 lat temu silnik 1.6 ośmiozaworowy posiadał około 70-90 KM mocy, nowsza generacja silników szesnastozaworowych podniosła tę moc do 100-120 KM, dołożenie turbiny podwyższyło tę moc o kolejne 30-40 KM, a ingerencja specjalistów na co dzień obecnych przy rajdach WRC przeobraziła tę jednostkę w kosmicznego potwora generującego aż 200 KM. I pewnie nie jest to ostatnie słowo, bo druga marka koncernu PSA, która również korzysta z technologii THP zaprezentowała CITROENA DS4 RACING z tym samym silnikiem ale o mocy 255 KM.

Jednak każdy dodatkowy koń, jest niczym wypalony papieros i skraca życie, w tym przypadku silnika, wychwalane silniki WANKLA o pojemności 1.3 generujące blisko 231 KM, kończą swój żywot często po przejechaniu 100 tys kmKM, jestem bardzo ciekawy jak przełoży się to na żywotność tego „uturbionego” modelu.

I co dalej?

Gdy opadł już cały kurz na torze, razem z fotografem usiedliśmy na ziemi by wspólnie zastanowić się dla kogo to auto jest skierowane i „jak żyć” mając je w garażu.
Odpowiedź na pierwsze pytanie była niezwykle prosta i nie wymagała interwencji mistrza Rutkowskiego, gdyż wydatek blisko 135 tys PLN za ten mało-praktycznych egzemplarz skusi jedynie tych najbogatszych, dla których będzie to kolejna zabawka w garażu.
W porównaniu do DS-a 3 w wersji RACING tym modelem można jeździć na co dzień, gdyż mimo 2 miejsc RCZ posiada duży bagażnik 321 l. i choć nie pomieści szafek z IKEI, można go używać od poniedziałku do niedzieli pod warunkiem założenia mniejszych felg niż te w egzemplarzu testowym, ponieważ bajerancki wygląd to jedno, a wizyty w Zarządzie Dróg celem uzyskania odszkodowania za uszkodzoną felgę to drugie.
Wspólnie również doszliśmy do konsensusu w sprawie optymalnej konfiguracji – nie wyobrażam sobie w tym modelu innej jednostki niż THP 200, czy diesel 2.0 HDI czy słabsza odmiana THP z automatem nie pasują do tej sylwetki i charakteru.
A co do samego wyposażenia, albo wszystko albo nic – nie spotkałem się jeszcze, by którykolwiek dealer zamawiał na salon „golasa” w materiałowej tapicerce, ze zwykłym radiem, bez xenonów czy nawigacji – po prostu nie wypada tak jak w salonie Rolls Royce negocjować!

Choć jazdę RCZ-em porównywałem często do gokarta, ze względu na podobne zachowania, to jednak cały czas miałem na mysli model nie z toru pod hipermarketem, a karta na solidnej niemieckiej ramie z mocnym silnikiem Parilli, który ma 8 razy tyle mocy co silnik amatorskiego karta!

 
CENA : 135000 PLN
TEST PEUGEOT RCZ 1.6 THP 200 KM
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY100%
WNĘTRZE95%
ZAWIESZENIE94%
CENA84%
JAKOŚĆ95%
SPALANIE81%
92%WYNIK

9 komentarzy

  1. Anonymous

    No s traktorem to jeszcze chyba nikt nie porównywał tego egzempalrza :D

    Odpowiedz
  2. Andrzej Jankowiak

    Ale gdyby miały się przeciągać ten traktorek zmiażdżyłby RCZta z kretesem..

    Odpowiedz
  3. Łukasz

    I to pies na baby :] Czekam na wersję kabriolet i biorę go w ciemno! W leasingu na 30 lat powinno mi kasy starczyć ;)

    Odpowiedz
  4. Jarosław

    Pozdrawiam, dobrze napisane.
    Proszę o dalsze opinie.
    P.s. Chomik w klatce mi się spodobał bardzo- byłem zdumiony, że 185cm dealer usiadł z tyłu ,pozostawiając 153 cm kobietę z przodu.
    Artykuł super. Pozdrawiam
    Auto kupuję w styczniu.

    Odpowiedz
  5. Bartek

    Jeździłem 200 konną wersją, nie ma szału :/ za delikatnie przyśpiesza, zdecydowanie brakuje momentu obrotowego. Wygląd mi się podoba.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.