Tym razem zacznę trochę inaczej, do Ssangyongów mam sentyment, gdyż prowadziłem w Warszawie salon firmowy tej marki, przez ten czas przejechałem tymi autami dziesiątki tysięcy kilometrów, po autostradach, szutrach czy w ostrym terenie i tak na dobrą sprawę mogę o nich dużo powiedzieć.

Oczywiście nie będzie taryfy ulgowej. Ssangyong jako jedna z nielicznych marek nie opiera się modzie i stosuje napęd 4×4 połączony z reduktorem, a model Rodius to przykład na skalę światową, gdzie w rodzinnym vanie montuje się skrzynkę redukcyjną, po co? – do dziś nie wiem, ale postanowiłem to sprawdzić.

 

 

Czym jest Rodius?

Rodius pierwszej generacji to kandydat do tytułu najbrzydszego auta, rywalizował z Fiatem Multiplą czy Pontiacem Aztekiem i w moim przekonaniu miał dużą szansę na koronę lidera.

 

 

Tak było od 2005 do 2013  – masakra!

 

 

Nie wiem co do końca twórca Ken Greenley, były szef Królewskiej Akademii Sztuki miał na myśli ale na pewno na stole kreślarskim było dużo amfetaminy i zamiłowania do jachtów, oraz ciężarówek 6×6.

Tak w 2005 roku powstała wizja Rodiusa zaprezentowana szerszemu gronu. Ja dla siebie zawsze rejestrowałem Rodiusy w ciemnym kolorze najlepiej czarnym, gdyż tylko w takim zestawieniu to auto jakoś wyglądało i nie było widać tych dziwnych przetłoczeń.

Nie chcę wymieniać z nazwiska, ale byście się zdziwili jakie 2 osobistości w Polsce znane z pierwszych stron gazet jeździły Rodiusami, o tym może przy jakiejś butelce :)

 

 

Tak jest teraz :

 

Teraz to zupełnie inna historia, ponieważ trudno nazywać nowego Rodiusa modelem liftingowym, auto przeszło diametralną metamorfozę, a projektant zmienił „dostawcę”, dzięki temu zabiegowi Ssangyongowi bliżej do amerykańskiego vana niż swojego wstydliwego poprzednika.

Przód jest o wiele bardziej masywny, nie ma już grilla w formie tarczy i spadzistej maski, a przy tym wygląda bardziej przystępnie. Linię maski poprowadzono niezwykle wysoko, dzięki czemu podczas jazdy nie jest ona dla nas martwym punktem.

Największe jednak zmiany nastąpiły z boku, zazwyczaj najważniejszy jest przód auta, jednak w przypadku Rodiusa całość kontrowersji w głównej mierze skupiała się w bocznej linii tej sylwetki, a szczególnie bliżej tylnej części nadwozia, ponieważ tam działy się cuda!

 

 

Cały czas nie wiem co autor miał na myśli, ale nie chcę się rozwodzić nad czymś co już było i minęło, a wolę spojrzeć na nowego Rodiusa, który delikatnie nawiązuje do swojego poprzednika, ale został zaprojektowany zgodnie z sugestiami klientów – normalnie.

Bryła tworzy obraz masywnego auta, Ssangyong jest przysadzisty, ale również olbrzymi, jest krótszy od Renault Traffica L2H1 (długiego) tylko o 5 cm! Mierzy 5130 mm.

 

 

Z tyłu zrezygnowano ze śmiesznego spoilera, a lampy zaprojektowano w wyrazisty i nowoczesny sposób, na plus zapisuję również większe felgi jak i opony względem poprzednika, które wyglądały jak koła od taczki – teraz opony mają wymiar 235/60R17.

 

 

Reasumując, trudno w tym segmencie szukać cudów, rewolucji i finezji, ale tak na dobrą sprawę Rodius nadal pozostał dużym rodzinnym vanem, a konstruktorzy konsekwentnie zmienili wszystko co w jego wyglądzie było niekorzystne.

Amerykański styl na pewno pasuje do nowego oblicza Rodiusa i muszę przyznać z pełną odpowiedzialnością, że ta sylwetka do mnie teraz przemawia. Brawo za posłuchanie głosów opinii publicznej! A za Rodiusem pierwszej generacji spuszczam czarną kotarę, by nie śnił się po nocach.

 

 

 

Pora wsiąść do autobusu…

Napisałem to na pewno z przekąsem, ale ten sam 7-mio osobowy model dostępny w Europie jest homologowany w Korei na 9 albo i 11 miejsc!

 

Gdy zasiadłem za kierownicą, poczułem się jakbym już siedział w tym aucie, ponieważ wnętrze nie uległo drastycznym zmianom, ale przy poprzedniej generacji to ono było mocniejszą stroną niż wygląd, nieważne jakby wyglądało.

Oczywiście zmianie uległo wiele elementów, przyciski na kierownicy zostały wygładzone, dostawiono elektroniczny zegar przed oczami kierowcy zawierający prędkościomierz, przebieg i…. komputer pokładowy – to nowość w przypadku Rodiusa!

 

 

Na pokładzie znalazło się nowe fabryczne radio, acz przyzwyczaiłem się do ekranów dotykowych serwowanych wspólnie z firmą Kenwood.

Deska rozdzielcza na pewno zyskała, oczywiście jest w nim wiele połaci plastików, ale tak na dobrą sprawę tak dużą kubaturę wnętrza trzeba byłoby obłożyć gipso-kartonem i oblać barankiem.

Znów w ofercie pojawiła się automatyczna klimatyzacja, wazonik na kwiaty a’la Volkswagen New Beetle, jak i podgrzewana kierownica. Ciekawy jest również  środkowy schowek, jest o wiele bardziej pojemny niż ten przed nogami pasażera i spokojnie zmieścimy do niego baniak z 5-cio litrową wodą mineralną.

 

A gdy spojrzymy do tyłu… końca nie widać! Czułem się jak w vanie zbudowanym na podwoziu Renault Traffica, układ 2+2+3 jest chyba najbardziej optymalny, ponieważ dzięki temu rozwiązaniu wsiadanie na tylną kanapę jest niezwykle proste.

W ostatnim rzędzie komfortowo może podróżować osoba o wzroście 190 cm, która zarówno będzie miała zapas miejsca na nogi jak i kolana, ponieważ kanapa jest regulowana.

To zawsze było mocną stroną Rodiusa, ale nie zapominajmy, że ma większy o 15 cm rozstaw osi względem Renault Espace Grand i jest o niego dłuższy o 27 cm.

Pasażerowie z tyłu mają również niezależny nawiew 3-stopniowy, który na pewno pomaga schłodzić wnętrze przy tak dużej kubaturze.

W moim przekonaniu najwygodniejsze zawsze były fotele w 2 rzędzie, ponieważ posiadały podwójne podłokietniki i były obracane.

 

Rodius wewnątrz nie przeszedł spektakularnych zmian ale to wnętrze na pewno nie było złe, deska rozdzielcza choć bliźniacza do poprzednika posiada zmienione plastiki, które już nie skrzypią, sprawiają również wrażenie lepszych jakościowo.

Jedyne co polecam kierowcy to zdemontowanie środkowego zagłówka w ostatnim rzędzie gdyż bardzo ogranicza widoczność nawet gdy jest maksymalnie wciśnięty. Przyczepiłbym się do zbyt małej ilości miękkiego przyjemnego w dotyku tworzywa we wnętrzu, oraz do powolnego nagrzewania kierownicy, ale ogólnie ok!

 

 

 

Napęd na ostry teren

Rodius zawsze był rodzynkiem ponieważ posiadał napęd na 4 koła, ale to nie jest nic nadzwyczajnego, indywidualistą dopiero czyni go fabrycznie zamontowany reduktor 4L który jest ewenementem w tej klasie.

 

Tutaj pytanie po co bieg terenowy w rodzinnym vanie?

 

 

Wiele osób mi nie wierzyło, że w 2010 przejechałem Rodiusem tor motocrossowy w Strykowie pod Łodzią, dlatego teraz postanowiłem ponowić to wyzwanie i fotograficznie udokumentować.

Do dyspozycji mamy napęd 2H + 4H i 4L, auto nie posiada centralnego mechanizmu różnicowego, więc na nawierzchniach o dobrej przyczepności odradzam jazdę z włączonym napędem 4×4. Jednak podczas jazdy na śniegu, grząskim błocie 4×4 jest wskazane!

 

Dyrektor toru gdy zobaczył mnie na torze w Strykowie, uśmiechnął się i z niedowierzaniem uchylił bramy toru uśmiechając się pod nosem, dopiero gdy powiedziałem mu, że sprzęt ma 4L z ciekawością się przyglądał.

Oczywiście nie byłem w stanie przejechać całego toru, ze względu na mały kąt natarcia 19,40 stopni, czy zejścia 18,60 stopni jak i symboliczny kąt rampowy 14 stopni, spowodowany dużym rozstawem osi – 3000 mm.

 

 

Ale z pominięciem 3 wyskoczni udało mi się przejechać wszystkie.

 

Tylne zawieszenie wielowahaczowe jest konstrukcją zaadaptowaną z luksusowej limuzyny Chairman. Pracuje cicho i skutecznie tłumi nierówności nawierzchni, zapraszam właścicieli chociażby Fiatów Freemont 4×4 na podobną próbę bez reduktora…

Po co? Owszem, jest to przerost formy nad treścią, ale pamiętam mój urlop w Zakopanem, gdzie większość auta stała i była zasypana po sam dach, a ja na wpiętym reduktorze i z oponami Pirelli Scorpion zwiedzałem miasto wzdłuż i wszerz!

 

 

 

Silnik eco ?

Do tej pory Ssangyong stosował silnik 2.7 Xdi o mocy 165 KM [inne oznaczenie 2.7 CDI z Mercedesa], auto było w miarę dynamiczne jak na kolosa o wadze 2200 kg, ale dość paliwożerne na trasie trudno było zejść poniżej 10 l/100 km, a w mieście wzrastało o kolejne 4-5 litrów.

Teraz producent postawił na silnik znany już chociażby z Ssangyonga Korando, jednak jak ma się 155 KM zestawione z masą 2211 kg?!

Otóż wiadomo było bez fajerwerków ale ten silnik w moim przekonaniu miał podobną dynamikę do poprzedniej jednostki 2.7 Xdi o mocy 165 KM.

Jednostka 2.0 Xdi 155 KM dysponuje 360 Nm momentu obrotowego uzyskiwanego w zakresie 1,500 0 2,800 obr/min. Więc dzięki niskiej krzywej auto przyspiesza od „samego dołu” i jak na te 155 KM nie jest źle.

 

 

Co prawda nie miałem okazji zabrać na pokład 7 pasażerów, ale z 4 w środku i dość pokaźnym bagażem, było czuć opór, jednak był on daleki od tego w Citroenie C3 z silnikiem 1.1 gdzie pod górkę trzeba było rozłączać klimatyzację by podjechać.

 

 

 

PRÓBA SPALANIA :

 

RUCH AUTOSTRADOWY :

–  prędkość 80 km/h [odcinek testowy 30 km]  – 7,4 l/100 km
– prędkość 95 km/h [odcinek testowy 50 km]  – 7,7 l/100 km
– prędkość 115 km/h [odcinek testowy 45 km]  –8,2 l/100 km
– prędkość 140 km/h [odcinek testowy 60 km]  –9,9 l/100 km

 

RUCH MIEJSKI :

– Jazda nocna [odcinek testowy 20 km] –9,2 l/100 km

– Jazda dzienna [odcinek testowy 15 km] –11,1 l/100 km

JAZDA DYNAMICZNA :

– Warunki miejskie [odcinek testowy 13 km] 12,9 l/100 km

 

 

Pod kątem akcyzy redukcja silnika do 2.0 była na pewno dobrym rozwiązaniem tym bardziej, że Rodius zachował podobne parametry do poprzednika przy niższym zużyciu paliwa. Wersja ta jest lepiej wyciszona, dźwięk silnika nie jest już tak głośny w kabinie i radzi sobie całkiem całkiem – oczywiście do sprintera mu daleko!

 

 

moto-opinie.COM radzą : fajnie, że w końcu ktoś posłuchał głosu ludu i wziął go pod uwagę, ponieważ nowy Rodius tak na dobrą sprawę wizualnie różni się diametralnie od swojego poprzednika, zyskał masywny kształt, przeprojektowane elementy wnętrza, w końcu zdecydowano się na komputer pokładowy, bo w aucie za blisko 150000 zł jego brak był grzechem.

Zapewne wolumen sprzedaży głównie będzie się skupiał na wersji 2H, którą można nabyć już za 99000 zł, jednak doświadczenie offroadowe w rodzinnym vanie było dla mnie bezcenne. Nie podziewam się na pewno wielkiego boomu sprzedażowego, ale pewnie kilka egzemplarzy w tym roku znajdzie swoich nowych nabywców.

 

 

 

PLUSY:

[+] wygląd – myślałem, że tego nigdy nie napiszę!

[+] spasowanie elementów wnętrza

[+] przepastna powierzchnia wewnatrz

[+] dynamiczna jak na małą pojemność jednostka Xdi

[+] zestrojenie zawieszenia wielowahaczowego

 

 

MINUSY:

[-] brak fabrycznej nawigacji

[-] wartość rezydualna po 3 latach

 

 

 

DANE TECHNICZNE :

Silnik : diesel, turbo
– Pojemność skokowa : 1998 cm3,
– Maksymalna moc : 155 KM
– Maksymalny moment obrotowy : 360 Nm przy 1500-4000 obr/min

– Skrzynia biegów : 5-cio biegowy automat + sekwencja

– Napęd : 4×4 2H+4H+4L
Osiągi :
– Przyspieszenie 0-100 km/h (s) : 13,4
– Prędkość maksymalna : 181 km/h
Zużycie paliwa :
– Cykl miejski (l/100 km) : 9,6

– Cykl pozamiejski (l/100 km) : 6,8
– Cykl mieszany (l/100 km) : 7,8
– Pojemność zbiornika paliwa : 70 l.
Wymiary :
– Długość (mm) : 5130
– Wysokość (mm) : 1850
– Szerokość (mm) : 1915
– Rozstaw osi (mm) : 3000
– Pojemność bagażnika : 860 l

Masa (kg) :
– Masa własna pojazdu : 2212 kg

 

CENA MODELU PODSTAWOWEGO 99000 zł

CENA WERSJI TESTOWEJ SAPPHIRE 4×4: 148000  zł

 

TEST : Ssangyong Rodius II 2.0 eXdi SAPPHIRE
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY76%
WNĘTRZE60%
ZAWIESZENIE81%
CENA69%
JAKOŚĆ58%
SPALANIE54%
66%WYNIK

12 komentarzy

  1. Marek Suchocki

    2200 kg kontra 2.0? Przecież to musi zamulać niemiłosiernie, faktycznie dane są zgodne z rzeczywistymi parametrami?

    Odpowiedz
  2. Waldemar Florkowski

    Też miałem obiekcje ale silnik dawał swobodnie sobie radę, miał dość wysoki moment obrotowy jak na jednostkę 2.0 i dostępny już niezwykle nisko.
    Załuję, że nie miałem okazji zabrać 7 osób na pokład by sprawdzić obciążenie, ale 4 + bagaż były :)

    Odpowiedz
  3. Elan

    Brzydala unowocześnili, choć srodek nadal pozostał podobny. Zewnętrznie jest ok „amerykuńsko”

    Odpowiedz
  4. Bartek Widz

    W gamie Ssangyonga brakuje nowości, właśnie przeglądam stronę dystrybutora, jest Rexton – odgrzewany kotlet, Rodius – trochę lepiej bo faktycznie dużo się zmieniło i Korrando – chyba najbardziej nowoczesne, ale niestety zbyt drogie aby konkurować z Nissanem , Suzuki itd.
    Miałem raz okazję przejechać się Kyronem znajomego, fajne auto mocno wyposażone, ale utrata wartości szeleściła codziennie w garażu….

    Odpowiedz
  5. Kamil l.

    Jednak jak sobie przypominam marka zwinęła, żagle z polski… kilka lat temu.

    Odpowiedz
  6. Jacek

    Mam pytanie co do napędu 4×4. W artykule pisze, żeby na powierzchniach o dobrej przyczepności nie używać napędu 4×4 z powodu braku braku mechanizmu różnicowego. To znaczy źle się wtedy prowadzi? Poproszę o wyjaśnienie.

    Odpowiedz
    • Waldemar Florkowski

      Już tłumaczę, to oznacza, że gdy wepniemy 4×4 koła na osi będą zblokowane i o ile to nie ma znaczenie podczas jazdy na wprost, to pojawia się problem przy lekkim skręcie, już nie mówiąc o dużym ponieważ podczas skręcania jedno z kół ? wewnętrzne obraca się wolniej, a zewnętrzne znacznie szybciej. A w przypadku aut pozbawionych mechanizmu różnicowego, taki manewr będzie skutkował piskiem koła wewntrznego które za wszelką cenę będzie ?chciało się obracać? z tą samą prędkością co zewnętrzne aż do ukręcenia?

      Ale podczas jazdy na szutrze, błocie nie ma problemu, gdyż koło wewnętrzne w porę złapie uślizg.

      Odpowiedz
      • Jacek

        Juz rozumiem, dziękuję za odpowiedź. W takim Vanie lepiej sprawowałby się napęd AWD, w końcu więcej będzie jeździł na trasie niż w terenie.

      • Waldemar Florkowski

        No właśnie taka jest różnica między AWD a Part Time.

  7. Grzegorz

    A ja sobie sprawiłem nówkę z silnikiem 2.2 i automatem 7-mio biegowym oczywiście z napędem 4×4 i jestem mega zadowolony. Za taką kasę nic innego się nie kupi.Nie widzę żadnej alternatywy.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.