Przyznam, że nigdy nie miałem tyle energii do testowania, a wszystko to za sprawą sprzyjającego klimatu, a przede wszystkim wizyty w Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki Dojo  Stara Wieś, DOJO  to dla mnie miejsce w którym połączyłem dwa światy wywodzące się z kultury japońskiej  konstruktorów auta spod znaku plejady i mistrzów japońskich sztuk walki.
A ośrodek to najnowocześniejszy kompleks karate na świecie który miał mi w tym pomóc, by odprężyć się i spojrzeć nieco inaczej na testowany model. Ciekawa mieszanka !

 

I właśnie ten kompleks waleczny stał się moją przystanią podczas przedpremierowego testu nowego modelu XV.
Subaru to marka zawsze kojarzona ze sportem i adrenaliną, acz zestawiona z konserwatywnym wyglądem i pewnie dzięki takim działaniom udało się tej marce wypromować rozrywkowego sedana! Bo czy ktoś wyobrażałby sobie Renault Fluence, VW Jette w tej roli?!

 

 

Jednak cały czas brakowało w linii nadwozia świeżości, większego polotu i rezygnacji z konserwatyzmu, chociaż w tej teorii wytknąłbym dwa wyjątki:
1) Wprowadzenie modelu TRIBECA, który zaszokował designem i jeszcze szybciej musiał doczekać się liftingu by mógł pozostać na rynku.
2) Wprowadzenie SUBARU IMPREZY w wersji hatchback  całe szczęście, że w niedługim czasie do gamy powrócił sedan, gdyż zapaleni miłośnicy marki coraz bardziej zaczęli się rozglądać w kierunku konkurencyjnej marki  z Japonii.
Więc jak widać, próby zawojowania rynku i oderwania się od konserwatywnej linii do tej pory nie wychodziły marce SUBARU na dobre do dziś!
Z wielką ciekawością czekałem na możliwość przetestowania nowego modelu, który wkraczał w nowy segment crossover , czyli miejskiego auta o podwyższonej linii nadwozia, czyżby to była próba poszukiwania nowej grupy klientów ? Pewnie tak!

 

 

Świat Japonii…

Znajdując się w miejscu gdzie trenuje kadra narodowa, gdzie czuć ducha japońskiej walki, można odnaleźć swoje miejsce i oazę spokoju, popijając oryginalną japońską herbatę obserwowałem przez okno ten najnowszy model.

 

 

Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć UFF! Linia nadwozia rzeczywiście przypadła mi do gustu, tym bardziej, że w tym segmencie konkurencja również pod względem designu nie śpi, a mam tu na myśli chociażby Nissana JUKE. Choć, XV nie ma tyle ekstrawaganci, to nie sposób zarzucić mu rutyny w wyglądzie jest po prostu poprawny i nowoczesny w swoim wyglądzie.

Dosyć sceptycznie natomiast  podchodziłem do lansowanego koloru pomarańczowego w tym modelu, jednak mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że pasuje idealnie do tego samochodu, jest wyrazisty, a zarazem zadziorny, szczególnie zestawiony z czarnymi polerowanymi alufelgami  jak w egzemplarzy testowym. I wygląda o wiele lepiej na żywo niż w firmowych folderach i zdjęciach w internecie. Jako ciekawostkę dodam, że według wstępnych informacji przekazanych mi przez przedstawiciela SUBARU IMPORT POLSKA  właśnie ten kolor (TANGERINE ORANGE PEARL) cieszy się największą popularnością wśród klientów, którzy jako pierwsi złożyli zamówienie na model XV.

 

 

Japońskie wnętrze?

Będę patriotą i przyznam że serwowana japońska herbata nie należy do najsmaczniejszych, podobno zdrowa i energetyczna jednak nie przemawia to do mnie, więc z radością doczekałem się momentu, gdy zobaczyłem pusta filiżankę.
Oczyszczony i pełny energii udałem się na parking by w ciszy radomszczańskich wsi poznać bliżej japońca.
Japońskie wnętrze zazwyczaj kojarzy mi się z siermiężną deską rozdzielczą, materiałami które lata świetności mają już dawno za sobą i też takie wrażenie można było odnieść chociażby po modelu IMPREZA, który mimo dość kontrowersyjnego wyglądu wnętrzem nie zachwycał, na całe szczęście jednak posiadał odpowiednie serce pod maską, które nie pozwalało rozmyślać na temat materiałów użytych do wykonania tego auta.

 

 

Choć wygląd XV-a rzeczywiście przypadł mi do gustu, to prawdziwy miód na moje serce rozlali dopiero konstruktorzy, którzy po raz pierwszy zastosowali materiały miękkie w dotyku, a przy tym dobrej jakości i odpowienio spasowane. Acz gdy z jednej strony wylewamy miód, zawsze znajdzie się i łyżka dziegciu w postaci przycisków na kierownicy, które swoim wyglądem przypominają guziki stosowane w VW Golfie z początku lat 90-tych, tym bardziej mnie irytowały gdyż ciągle miałem je przed oczami, ale o gustach się nie dyskutuje, pewnie i one znajdą swojego amatora.

 

Duże uznanie kieruję dla firmy importerskiej SUBARU IMPORT POLSKA, która w tej chwili jako jedyny dystrybutor na rynku zrezygnowała z fabrycznych tapicerek skórzanych i poprzez zawiązanie współpracy z łódzką firmą TAPCAR oferuje tapicerkę dobraną do indywidualnych potrzeb klienta.

Takim przykładem może być testowany egzemplarz, który posiadał czarną tapicerkę oraz obszycie nicią w kolorze nadwozia, dla klientów istnieje również możliwość wypełnienia części środkowej skórą bądź alkantarą oraz wyszycia nazwy modelu w wybranym przez klienta kolorze. Przyznam, że jest to dość ciekawe posunięcie i na pewno w jakimś ułamkowy sposób uzupełnia dość krótką listę wyposażenia  opcjonalnego.
Ale gdy już jesteśmy przy fotelach, rzeczywiście po pokonaniu około 150 km mogę powiedzieć, że otulają dobrze ciało i nie tylko trzymają na boki. Mnogość ustawień pozwoli usiąść osobom niższym jak i wyższym i komfortowo zajmując miejsce.

 

 

 

Baryton z wydechu?


Subaru zawsze słynęło z niebywałego dźwięku wydobywającego się z rur wydechowych, pomruk IMPREZY WRX zawstydzał nawet właściciela BMW M6, nie inaczej jest w modelu XV, choć testowy model  to jednostka diesla ale w układzie typu boxer  tradycja podtrzymana!
Pierwszy raz mogę przyznać, że dźwięk jednostki wysokoprężnej może być przyjemny dla ucha, choć do mniej więcej 2750 tys obrotów słyszymy klekot charakterystyczny dla diesla, to po przekroczeniu przez wskazówkę tej wartości, zaczyna akompaniować mu dostojny baryton, a połączenie tych dwóch dźwięków daje ciekawą mieszankę, w głównej mierze to zasługa silnika typu boxer.
Gdy już jesteśmy przy silniku, 2.0 to jedyna oferowana jednostka diesla w tym modelu i moim zdaniem będzie to najczęściej wybierana, miałem również możliwość krótkiej przejażdżki XV-em z silnikiem benzynowym 1.6 124 km i 2.0 147 km i przyznaje, że najwięcej frajdy daje jednak silnik diesla, głównie za sprawą wysokiego momentu obrotowego  350 Nm. Można powiedzieć, że skoro to jest najmocniejszy dostępny silnik to nic dziwnego, że jest najlepszy, owszem  jednak pamiętajmy, że to jest marka SUBARU  a silnik 2.0 D to ukłon szczególnie wobec osób, które cenią elastyczność silnika, dynamikę, a przede wszystkim niskie zużycie paliwa, czego nie można powiedzieć o jednostce benzynowej 1.6 która jest przeznaczona dla osób o dużych zasobach nervosolu w domu, nie wspominając o spalaniu, które w mieście potrafi sięgać nawet 10 litrów!

 

 

Natomiast dieslowski boxer zadowalał się w trasie 5 l co uważam za rewelacyjny wynik, a w korkach miejskich wartość ta wzrastała do 7 litrów, co zestawiając z masą około 1400 kg i napędem AWD uważam za świetny wynik, znając pewnie życie znajdzie się jeszcze wiele osób które przebiją mój wynik!

 

 

A konkurencja nie śpi?


Za cenę dobrze wyposażonego XV mamy 2 Dacie Duster, 1.6 Nissana Juke i 1.5 Nissana Quashqui, więc aspekt ekonomiczny w tym wypadku w zupełności odpada, nie ma co ukrywać iż XV jest jednym z droższym modeli w tym segmencie, ale po części jest to usprawiedliwione, czy ktoś wyobraża sobie by SUBARU IMPREZAWRX kosztowała tyle samo co Ford Focus RS? Otóż zazwyczaj diabeł tkwi w szczegółach!
Najlepiej porównanie zacząć od modelu, który przebojem wdarł się do czołówki sprzedaży tego segmentu czyli Nissana Qashqai i choć konkurent jest krótszy od XV-a o kilka centymetrów, ma za to większy rozstaw osi i mimo takiej konfiguracji  bagażnik w Nissanie jest większy o 30 litrów!
Jednak parafrazując pewną sentencję, nie samym bagażnikiem żyje człowiek, miałem możliwość testować oba egzemplarze, jednak cały sekret skryty jest w napędzie i jednostce silnikowej.
Choć awersja do silnika dCi już mi jakiś czas temu minęła, mimo wszystko uważam, że boxer spod znaku plejady ma o wiele lepiej zestrojoną jednostkę silnikową, która w połączeniu z napędem AWD pozwala poczuć co oznacza napęd na 4 koła!
Nissan jest o około 20 tys PLN tańszy i to w dodatku ze skrzynią automatyczną, ten argument może mieć kluczowe znaczenie przy wyborze samochodu, szczególnie mówię to pod katem osób, które już na samym początku odrzucą ofertę Subaru bez jazdy próbnej  która przy tym modelu jest kluczowa.
Ale idąc tą drogą większość osób pewnie wybrałaby Dacię Duster, ponieważ za cenę dobrze wyposażonego XV-a spokojnie kupimy 2 egzemplarze rumuńskiego SUV-a i pewnie zostanie nam jeszcze na ubezpieczenie i waciki dla żony.
Jednak, daleki jestem od porównywania tych modeli, gdyż oprócz bariery cenowej, oba te egzemplarze przeznaczone są do zupełnie innego odbiorcy.
Jednak godnym konkurentem będzie z pewnością nowy gość na arenie motoryzacyjnej, czyli AUDI Q3, zarówno pod kątem gabarytów jak i ceny, ponieważ jak na Audi przystało jest droższe od Subaru.
I mimo większego bagażnika o aż 80 litrów, wnętrza są podobne do siebie, a silnik 2.0 140 KM nie należy do tych najmniej awaryjnych.
Przyznam, że za największych rywali XV-a uważam mimo wszystko Mitsubishi ASX, ze względu na japońskie korzenie, ale również na historię marki i  analogiczną politykę prowadzoną przez konstruktorów na przestrzeni lat.

 

 

Do kogo skierowany jest ten model?


Gdyby komuś zależało na zakupie crossovera i na cenie, prawdopodobnie zakupiłby Dacię Duster, gdyby dodać do tego charakter postawiłby na Qashqaia, idąc dalej jakby wkomponować w to nowoczesną bryłę,  idealnie widziałbym tu Nissana Juke, a dla kogo skierowany jest XV?

 

Otóż XV to wszystkomający model, testowy egzemplarz wyposażony był w świetną jednostkę diesla, nowoczesny i modny design, ale przede wszystkim w permanentny napęd AWD, dzięki któremu czucie auta w zakrętach było na wysokim poziomie i na ostrych zakrętach radomszczańskiej ziemi szybko złapałem nić porozumienia z układem kierowniczym, który co zakręt dodawał mi pewności.

 

 

Z rozmów jakie miałem okazję przeprowadzić chociażby z łódzkim dealerem firmy SUBARU POINT z Łodzi Panem Markiem Sobolczykiem, dowiedziałem się, że mimo iż centrala lansuje ten egzemplarz jako auto 2+1 dla młodego małżeństwa, życie bywa przewrotne. Pierwsi klienci, którzy dokonali zamówień tego auta jeszcze w ciemno bez jazdy próbnej to zazwyczaj osoby w kwiecie wieku i w 75% przypadkach wybrały kolor no właśnie pomarańczowy!
Teoria swoje, a życie to weryfikuje!

 

 

Podsumowanie


Pora na konkrety, nigdy nie mogę myśleć na czczo, dlatego jakżeby inaczej skosztowałem oryginalnej japońskiej kuchni – sushi, by móc skupić myśli i zebrać je w całość…

 

 

Cena zawsze odgrywa znaczący wyznacznik i skoro już wydajemy minimum 120 tys PLN, czemuby nie zainwestować w AUDI Q3, pamiętajmy jednak, że marka Subaru może poszczyci się czymś czego nie zaznało wiele marek a mianowicie PRZYWIĄZANIEM.
Podobno z Subaru jest jak z klimatyzacją, gdy raz jej użyjemy, to następne auto też będzie ją posiadało. Otóż wiele osób od lat związanych jest z tą sportową marką i w dużej mierze producent w nich będzie upatrywał przyszłych nabywców, szczególnie wśród ich dzieci, znajomych itd.
Tak było zazwyczaj do tej pory, te same modele, stagnacja, obracanie się w tych samych segmentach, sprawiło, że SUBARU niczym SAAB stanowił zamknięta kastę użytkowników tej marki, jednak cena podstawowa około 90 tys. PLN to próba poszukiwania nowych klientów, jednak ciągle majętnych!
Subaru nigdy nie należało do marki sprzedającej tanie samochody, za japońską technologie zawsze kazało sobie słono płacić, ale czy ktoś wyobraża sobie low-costa spod znaku plejady?! Pewnie nie.

 

Jestem również przekonany, że 70% sprzedaży będą stanowili odbiorcy którzy wybiorą silnik diesla, gdyż on sprawdza się w tym modelu najlepiej, a z przyjemnością poznam osobę która wybierze jednostkę podstawową 1.6 i zapytam się co skłoniło ją do tak desperackiego kroku.
Bawiąc się dalej w Krzysztofa Rutkowskiego (ale tego z czasów gdy posiadał jeszcze licencję) mam wrażenie, że klienci i tak będą wybierali lepsze wersje wyposażenia, bo to chyba nie wypada, by mieć Subaru w garażu bez dobrego wyposażenia.
Mam mimo wszystko mieszane uczucia, co do samego modelu, choć silnik i układ napędowy zachwycił z chęcią przeniósłbym go do chociażby Quashqai i zaoszczędził te 20 tys PLN i w tym tkwi dylemat  przy decyzji nowych klientów co do XV-a i zakupu pierwszego Subaru w rodzinie!

 

 

Dane techniczne testowanego samochodu SUBARU XV wersja COMFORT:

Silnik – diesel
– Pojemność skokowa – 1998 cm3,
– Maksymalna moc – 147 KM
– Maksymalny moment obrotowy 350 nm – 1800-2400 obr/min
Osiągi:
– Przyspieszenie 0 – 100 km/h (s) – 9,3
– Prędkość maksymalna – 192 km/h
Zużycie paliwa:
– Cykl miejski (l/100 km) – 6,8,
– Cykl pozamiejski (l/100 km) – 5.0,
– Cykl mieszany (l/100 km) – 5,6,
– Emisja CO2 (g/km) – 146.
– Pojemność zbiornika paliwa :  60 l.
Wymiary:
– Długość (mm) – 4450,
– Wysokość (mm) – 1615
– Szerokość (mm) – 1780
– Rozstaw osi (mm) – 2635
Napęd:
– AWD
Masa (kg)
– Masa własna pojazdu – 1435 kg,
– Ładownosć – 525 kg,

Pojemność bagażnika : – 380 l.

CENA : 130000 PLN

TEST SUBARU XV COMFORT 2.0 DIESEL
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY83%
WNĘTRZE68%
ZAWIESZENIE74%
CENA62%
JAKOŚĆ71%
SPALANIE67%
71%WYNIK

5 komentarzy

  1. Kris

    Czaderski jest ten kolor! Z resztą już miałem okazje widzieć XVke w salonie w Krakowie, nie porywa, ale to jest Subaru – ono ma swój styl!

    Odpowiedz
  2. Janecki z Kluczborka

    Mi osobiście podoba się o wiele bardziej od Nissana, szczególnie JUKE który jest tandetnoplastikowy wewnątrz, nie mówiąc o designie który jest kiczowaty do granic możliwości – model poprawny

    Odpowiedz
  3. Andrzej

    Gdyby wrzucili jeszcze mocniejszy silnik, byłoby znacznie lepiej.. bo co to jest 150 km dla takiej marki – tu minimum 200 trzeba!

    Odpowiedz
  4. Anonymous

    A to subaru to jakie jest w środku? powiem tylko ze daleko mu do ałdi i bemwe do tego słaba jakość, dwumasy sprzęgła i czar pryska brak automatu w dyzlu itd. A jak przyjdzie do kupna to i tak większość potencjalnych klientów wybierze konkurencje bo ma lepsze wyposażenie i relacje jakość cena.

    Odpowiedz
  5. reality

    ten model to moje marzenie – nowatorski, stylowy, kultowa marka… tylko nie w dieslu! historia padających spalonych sprzęgieł, padających dwumas, stopionych tłoków, zapchanych DPFów to już legenda niemalże! a ceny napraw takich elementów idą w dziesiątki tysięcy złotych…, zatem pozorna dieslowska oszczędność może nas sporo kosztować – lepiej kupic po prostu zwykły motor benzynowy 2.0 ze 150KM i o nic się nie martwić… A na pytanie Pana Waldka Florkowskiego czemu ktoś miałby kupić wersję z silnikiem 1.6 odpowiem krótko i rzeczowo – chociażby dlatego że to jedyna wersją w której można „spiąć” napęd i przejechać każdy teren – mam nadzieję że autor wie co mam na myśli… pozostałe opcje silnikowe tego nie mają niestety… tak czy inaczej test czytałem z zainteresowaniem, choć nie ukrywam, że autor nie jest fanem Subaru lecz raczej SsangYounga – co czuć od razu… pozdrawiam!

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.