Kompaktowy, zwinny, ergonomiczny i w dodatku z automatem.. te słowa najlepiej charakteryzują Suzuki Swift.
Jednak cały czas zastanawiałem się w jakich warunkach najlepiej przetestować małego „japończyka”… w warszawskich korkach? – ale to takie nudne i oklepane…

 

Dlatego zabrałem Swifta w trochę bardziej wymagające miejsce, z jednej strony cmentarz, z drugiej park… a pośrodku zabytkowa kilkupiętrowa hala, w której podobno straszy, acz to chyba tylko plotki.

 

Zazwyczaj podczas testu wystarczają mi w zupełności kluczyki i dokumenty.
Tym razem przydał się pistolet paintballowy – marker Tippmann, dużo kulek i profesjonalny kask – by nie zejść na noszach i oczywiście SUZUKI SWIFT 1.2 VVT z automatyczną skrzynią biegów. Wygoda? Zapewne!

 

Czy nowego Swifta można określać mianem liftingu w stosunku do poprzednika? W zupełności nie!

Mimo, że auta są do siebie łudząco podobne, to zbudowane są na zupełnie odmiennych płytach podłogowych – dzieli je 5 mm szerokości i aż 9 cm długości na korzyść nowego modelu.

Więc z jednej strony są to dość podobne konstrukcje wizualnie, a z drugiej tak odmienne pod kątem technologicznym.

I co ciekawe dopiero na parkingu pod centrum handlowym, gdy zaparkowałem nowego Swifta obok poprzedniej wersji, dostrzegłem ile je różni, nie mówiąc już o wymiarach!

 

 

 

bo liczy się wnętrze…..

 

Cóż, może nie jestem Joanną Brodzik o mistycznym spojrzeniu, która firmowała swoim nazwiskiem ten model, ale postanowiłem sprawdzić jak facet może czuć się w tym bądź co bądź miejskim aucie.

 

Nie ma tu aż tak dużo miejsca by swobodnie wyciągnąć lufę od paintballowego markera, jednak to chyba ja wypaczałem rzeczywistość. 

 

Swift po zmianach w 2010 roku został jeszcze bardziej udoskonalony, deska rozdzielcza nie jest już toporna i szorstka w dotyku, a wręcz przeciwnie – panuje tu minimalizm, jeżeli chodzi o różnego rodzaju przyciski i chwała producentowi za to, ponieważ kobieta malująca się podczas przejazdu z miejsca A do B nie może odrywać wzroku od lusterka i niepotrzebnie się rozpraszać.

 

W nowej wersji dodatkowo zaaranżowano schowek nad radiem, w górnej części kokpitu, który może pomieścić drobiazgi, czy też dokumenty.

Równie dobrze przemyślano sterowanie w kierownicy, które jest całkowicie intuicyjne i takie marki jak Citroen, Renault czy swojego czasu Ford mogą się uczyć!

 

O dziwo wnętrze nie jest projektowane pod statystycznego Japończyka o wzroście 165 cm brutto z kapeluszem, w tym aucie swobodnie może podróżować osoba o wzroście 190 cm, bądź paintballowiec w kasku.
Przestronność wnętrza jest duża, a opadająca linia dachu proporcjonalnie zmniejsza wzrost osób podróżujących z tyłu o około 5-6 cm – co i tak jest dobrym wynikiem jak na tę klasę samochodów.

 

 

 

Również według mnie poprawie uległa jakość  materiałów zastosowanych do obszycia foteli, które również są lepiej wyprofilowane, acz mogły by mieć lepsze trzymanie boczne, z drugiej strony kto szaleje tym autem… chyba że jakiś narwaniec na polu paintballowym testując go wszechstronnie..

 

Oczywiście nie mogło zabraknąć smaczków typowo japońskich, które od lat są zakorzenione w tej marce i wymagają przyzwyczajenia – mowa tu oczywiście o komputerze pokładowym  a dokładnie przycisku nim sterującym. Producent umieścił go na cyferblacie razem z zegarami i nie polecam zmieniać parametrów podczas skrętu, gdyż może to grozić urazem..

Akurat osobiście nie miałem z tym problemów, gdyż zawsze mam ustawiony komputer : „na ile starczy mi jeszcze paliwa” ale ta drobna rzecz mogłaby być przeniesiona, bądź na koło kierownicy bądź na przełącznik od świateł lub wycieraczek.

 

 

Lewy, prawy, unik….

 

Z jednej strony Joanna Brodzić, z drugiej Michał Kościuszko, oboje testowali Swifty ale w jakże odmiennych wersjach, mimo że nie posiadałem Swifta w wersji Sport, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ta charakterystyka zawieszenia jest chyba najbardziej optymalna dla aut miejskich, nie jest ono zbyt twarde, zatem zakupy w postaci 2 mendli jajek spokojnie dowieziemy do domu, a z drugiej strony jest na tyle sztywne by móc pewnie pokonywać zakręty.

Zapewne jest to efekt obniżenia środka ciężkości oraz zastosowania nowej płyty podłogowej, dzięki której zwiększył się rozstaw osi o 5 cm, przez co aut jest bardziej stabilne, pewnie się prowadzi i mimo, że nie posiada sportowych opon – lepi się do asfaltu jak rzep!

 

I rzecz na którą zwracam najbardziej uwagę, przesiadając się do Swifta pokonywałem polskie zakamarki nowym Peugeotem 208, którego układ kierowniczy budził moje podejrzenia – bałem się, że urwałem kierownicę, wiem technologia idzie w tym kierunku by wspomaganie elektryczne ułatwiało kierowcy w sposób maksymalny skręt, jednak odbywa się to kosztem czucia auta.

W Swifcie natomiast wspomaganie nie jest tak lekkie ale to uważam za jego główną zaletę, przy rewelacyjnym rozkładzie masy, nawet bardzo dynamiczne pokonywanie zakrętów nie sprawia, że kierowca osiwieje czekając na to co się stanie, a wręcz przeciwnie, każdy najdrobniejszy ruch jest wyczuwalny na osi! W układzie kierowniczym zastosowano również nową przekładnię o zmiennej wartości przełożenia VGR (Variable Gear Ratio): przełożenie jest stosunkowo krótkie.

 

 

 

Jednak w długiej trasie przy nieobciążonym aucie, szczególnie na drogach szybkiego ruchu dynamiczne mijanie tira sprawia, że odczuwamy lekki przechył, ale nie zapominajmy że Swift waży trochę ponad tonę, a potrafi zmieścić osoby o wzroście nawet 190 cm!

 

 

Wyposażenie z gestem…

 

Testowa wersja to opcja CONFORT, swoją drogą jedyna możliwość w której dostaniemy automat, cóż może nie ma w niej fajerwerków w postaci wentylowanych foteli i alkantary, ale zaraz udowodnię, że jest to kompletna opcja bez udziwnień.

 

Swift nigdy nie będzie autem stricte rodzinnym, którym pojedziemy na wakacje w góry albo nad morze, po pierwsze utrudni nam to bagażnik (211 litrów), a po drugiej jest to typowy mieszczuch, który na zatłoczonych ulicach czuje się jak ryba w wodzie.

Za około 50400 PLN (promocja jesienna) możemy zakupić tę wersję, która posiada – co najważniejsze : skrzynię automatyczną 4-ro biegową, ale w zupełności daje sobie radę tym bardziej w mieście.
Za tę kwotę otrzymujemy system kontroli trakcji ESP, dodatkowo mechanizm bardzo przydatny przy automacie HHC czyli system wspomagający ruszenie na wzniesieniu ( przytrzymujący samoczynnie pedał hamulca), 6 poduszek powietrznych, choć w tej chwili to już niepisany standard, skórzaną kierownicę i mieszek od biegów oraz stylowe radio.

Dlaczego stylowe? Poprzednia generacja również posiadała fabryczne radio, które było dobrze wkomponowane w deskę rozdzielczą, jednak wyświetlacz był niczym od kalkulatora ograniczony do kilku cyferek – w tym jest znacznie lepiej, ale co najważniejsze nie stracił na charakterze i równie dobrze komponuje się z nową deską rozdzielczą, a  przy okazji wyposażony jest w dyskretnie schowane gniazdo USB.

 

 

Radio jak na fabryczny model w segmencie B, grało dobrze, rzadko się zdarza by można było rozkręcić na max i nie słyszeć „charczenia” (chyba że jest to zestaw dedykowany BOSE, JBL, DENON idt.)
Tutaj zestaw grał przyzwoicie na dobrą 4+!

 

Przyzwyczajony jestem w tym segmencie już do elektrycznych szyb z tyłu, tutaj ich brakowało, ale to i tak sukces że były korbki gdyż w DS4 za ponad 100000 PLN nawet ich nie ma, a szyby są niczym drzwi w zakładzie psychiatrycznym……….. zamknięte!

 

Zatem reasumując, Swift w wersji Comfort posiada wyposażenie optymalne + ESP (co jest jeszcze w tej klasie rzadkością, aby było w standardzie w niższych wersjach) a to wszystko za cenę około 50000 PLN, która jest jak najbardziej akceptowalna za stosunek tego co otrzymujemy do pojemności naszej karty kredytowej.

Czy konkurencja oferuje więcej?! Jedynie w stosunku do skrzyni biegów dodając gratisowy bieg, za który należy słono zapłacić…

 

 

Wszechstronna automatyzacja…

 

Automaty w autach miejskich to jeszcze swojego rodzaju nisza, w wyższych segmentach od kilku lat te proporcje już się wyrównują, a pośród mieszczuchów nadal króluje skrzynia manualna.

Czy brak nam odwagi?!

Przyznam, że dosyć sceptycznie podchodziłem do tego modelu, głównie przez 4-biegowy automat i dość małą pojemność silnika z nim zestawioną, lecz trochę zmieniłem swój pogląd przez jeden drobny szczegół….

Otóż po przejechaniu kilku kilometrów, w trochę bardziej dynamicznym stylu, zauważyłem jak ten silnik się fajnie wkręca na obroty, jak długo pozostaje na jednym biegu – w końcu to jest „japońska szlifierka”.
Gdyby tu zastosować 7-biegowy automat nawet typu DSG, ta jednostka silnikowa byłaby uśmiercona, o!

Nie bolałem nad tym, że nie ma w tym modelu sekwencyjnej zmiany biegów, bo jest to gadżet który nudzi się szybciej niż pasjans w windowsie.

 

 

 

 

A co do samej „japońskiej szlifierki” zacząłem się zastanawiać gdzie motoryzacja popełniła błąd, skoro wszyscy teraz chlubią się silnikami turbodoładowanymi, gdzie moda na dowsizing sięga już praktycznie wszędzie, a ja jakoś przechodzę koło niej obojętnie (zapewne patrząc przez pryzmat awaryjności jednostek TURBO)

Ile koni ma Clio z uturbionym silnikiem 1.2? 100! Skoda Fabia? 105!
A Suzuki bez turbo 94 KM – niczym niepoganianych spokojnie żyjących koni mechanicznych, które w normalny sposób osiągają swoją pełną moc przy 6000 obr/min, raptem 6-11 KM mniej od turbo konkurencji- a o ile więcej spokoju przy eksploatacji!

Ta wolnossąca jednostka wydaje się być najlepszym kompromisem na obecne czasy, inżynierowie wykrzesali z niej dostateczną moc tak by w zupełności swobodnie przyspieszać w ruchu miejskim.

 

Co ciekawe spalanie tej wersji z automatyczną skrzynią biegów jest większe o około 0,7 l/100 km w stosunku do opcji z manualną skrzynią biegów, mimo to jest jak najbardziej akceptowalne, również pozostałem parametry nie ucierpiały zbytnio na mariażu ze skrzynią automatyczną.

 

 

 

W trakcie testu Swift spalił w mieście 7,7 l/100 co jest o około 1,1 l wartością wyższą niż katalogowo, ale nie jego wina, że przemieszczałem się w głównie w centrum, bądź dla relaksu na poligonie.

W trasie spalanie było porównywalne z katalogowym i wynosiło około 5 litrów na 100 km. Są to dobre wartości i na pewno niższe niż w silnikach turbo-hiper doładowanych.

 

moto-opinie radzą : Ten zielony kolor idealnie nadaje się jako kamuflaż, ale chyba nie wszyscy podążają moim tokiem rozumowania i przy wyborze auta będą brali to kryterium pod uwagę.

Zapewne gdybym miał wybierać postawił bym na bardziej charakterystyczny kolor by podkreślić przekształcenia tego egzemplarza. Cóż Swift może się podobać, a nawet musi (Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Łodzi zakupił właśnie 40 sztuk Suzuki Swift), ale prawda jest taka, że bez zbędnych udziwnień otrzymujemy aut kompletne, za przystępną cenę, z dobrym sprawdzonym silnikiem.

Sam automat zdał egzamin i wyszedł z tego obronną ręką, jest to niesamowita wygoda szczególnie w zakorkowanym ruchu miejskim, gdzie liczy się każda minuta i każdy ruch konturówką, bądź szminką jest na wagę złota! W moim przekonaniu, w ciągu najbliższych 3-4 lat granica pomiędzy wyborem automatu a manualnej skrzyni biegów zatrze się, ponieważ wygoda jest bezkonkurencyjna, a mała jednostka 1.2 VVT w zupełności daje sobie radę, a przy wyższych obrotach pokazuje jeszcze pazur. Jednak nie potrafię zrozumieć, dlaczego producent zapomniał o podświetlanych lusterkach w daszkach przeciwsłonecznych, choć pewnie tym ruchem zmniejszył liczbę wypadków na drodze. Ogólnie rzecz ujmując SWIFT A/T to model który dobrze się sprzedawał i zapewne tak dalej będzie, a jego największym kluczem do sukcesu jest cena zestawiona z dobrą jakością i trwałością! Co najważniejsze wytrzymał próbę i został oddany do centrali w jednym niepodzielnym kawałku, a to już wielki sukces!!!

 

 

MOCNE STRONY :

– bogate wyposażenie

– płynna zmiana biegów

– ekonomiczny i dynamiczny silnik 1.2 VVT

 

SŁABE STRONY :

 

– brak podświetlanego lusterka

– mały bagażnik (210 l. )

 

 

 

Silnik – benzynowy

– Pojemność skokowa – 1242 cm3,

– Maksymalna moc – 94 KM

– Maksymalny moment obrotowy 118 Nm – 4800 obr/min

Osiągi:

– Przyspieszenie 0 – 100 km/h (s) – 13,6

– Prędkość maksymalna – 160 km/h

Zużycie paliwa:

– Cykl miejski (l/100 km) – 6,8 [test 7,7]

– Cykl pozamiejski (l/100 km) – 4,9 [test 5,0]

– Cykl mieszany (l/100 km) – 5,6 [test 6,0]

– Pojemność zbiornika paliwa :  42 l.

Wymiary:

– Długość (mm) – 3850

– Wysokość (mm) – 1510

– Szerokość (mm) – 1695

– Rozstaw osi (mm) – 2612

Masa (kg)

– Masa własna pojazdu – 1040 kg,

 

Pojemność bagażnika : 210 litrów

 

 

 

CENA WERSJI TESTOWEJ : 50400 PLN  + LAKIER METALIK

 

TEST : SUZUKI SWIFT 1.2 VVT A/T
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY74%
WNĘTRZE68%
ZAWIESZENIE70%
CENA79%
JAKOŚĆ68%
SPALANIE55%
69%WYNIK

16 komentarzy

  1. MOTO OPINIE ADMIN

    heh.. nic nie palimy, po prostu motoryzacja tak na nas działa… a czy auto ucierpiało? oficjalne stanowisko : „podczas przeprowadzania testu, żadne zwierzę, ani przedmiot wykorzystany podczas sesji nie uległo destrukcji” :)

    Odpowiedz
  2. Lucek

    W tym segmencie cenowym chyba, żadne auto nie ma lampek w daszkach :) W środku Swift robi przyjemne wrażenie, a i cena nie wydaje się być wygórowana. Zdjąć jeszcze piąteczkę za automat i się zrobi jeszcze lepsza cena.

    Odpowiedz
  3. Grzesiek

    OD lipca obserwuję, wasze poczynania, zaczyna mi się coraz bardziej podobać, oby wena i pomysły ciągłe towarzyszyły – a porównania dosadne i bezcenne. A moze teraz test Volvo xc60?

    Odpowiedz
  4. Lucek

    Redakcjo! Ja czekam na testy:

    – BMW 3
    – Jeep Grand Cherokee SRT8
    – Hyundai Genesis Coupe (tylko koniecznie wersję 3.8 V6 303 KM)
    – Honda CR-Z
    – Lexus ISF 5.0 423 KM

    I jeszcze jakiegoś Astona Martina!

    Odpowiedz
  5. MOTO OPINIE ADMIN

    Huhuhu no to widzę, że przed nami zapowiada się istna magia testowa… jedno z tych aut mam na horyzoncie :)

    Odpowiedz
  6. Adam

    Pomysłów wam nie brakuje i dobrze – coś odmiennego w tą szarą i ponurą jesień – więcej takich działań!!!

    Odpowiedz
  7. Anonymous

    Dobre…,postrzelali trochę,auto pojechało dalej.
    Pomysł goni pomysł,aby tak dalej.
    A może czołg się znajdzie,trochę dużo pali to byłby test na kryzys.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.