Tydzień temu po prawie 10 latach nieobecności na rynku swoją premierę miało zupełnie nowe, kompaktowe kombi – Toyota Auris Touring Sports. Dzięki firmie AMX Łódź miałem okazję testować nowego Aurisa TS w wersji Hybrid przy okazji biorąc czynny udział w dniu otwartym „Ciepła Sobota” organizowanym przez łódzką EC-4 Dalkia.

Co wspólnego miał dzień otwarty z Aurisem, dlaczego wylądowałem na wsi i czy nazwa „sports” pasuje do hybrydy? Na wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi w teście. Zapraszam!

 

 

 

Takie same, a jednak inne

Patrząc z boku na Aurisa Tourer Sports możemy mieć wrażenie, że jest to kombi zrobione na siłę z hatchback’a. Mówiąc na siłę mam na myśli (oczywiście dalej patrząc z boku), że przód i tył auta są takie same, a w hatchback’a został wspawany dłuższy kawałek blachy i tyle… Jednak nie!

Po dłuższym przyjrzeniu się  widzimy, że co prawda ostre przetłoczenia boczne zostały zachowane, ale linia dachu mocno opada ku tyłowi, linia szyb została finezyjnie poprowadzona, dodatkowo na dachu znajdują się aluminiowe relingi co w połączeniu z świetnym wzorem ciemnoszarych 17″ alufelg robi bardzo dobre wrażenie.
Gdy pierwszy raz ujrzałem Aurisa jego przód mnie nie porwał, głównie przez te małe reflektory. Jednak po dłuższym przebywaniu z nim uważam, że jest genialny w swojej formie. Przednia część auta na szczęście nie przypomina tego nijakiego przodu poprzednika. Centralnie znajduje się osłona chłodnicy z dużym, okrągłym emblematem Toyoty z niebieskimi wstawkami pozwalającymi odróżnić wersję hybrydową od pozostałych. W hybrydzie seryjnie znajdują się na niej chromowane listewki ozdobne przechodzące do wnętrza reflektorów przypominających swoim kształtem równoległobok.

Maska nowego Aurisa otrzymała bardzo dynamiczne linie, będące przedłużeniem słupków A w kierunku firmowego emblematu. Standardowo w Aurisie HSD dostajemy reflektory halogenowe ze z 3 LEDowymi światełkami do jazdy dziennej.

W droższej wersji (Prestige) znajdują się bardzo dobre skrętne światła biksenonowe z funkcją automatycznych świateł drogowych. Przetestowałem w każdych warunkach (normalna jazda po mieście, poza miastem, na drodze nieoświetlonej i w deszczu) i faktycznie system działa bardzo dobrze, już z bardzo daleka wykrywa światło poprzedzającego pojazdu bądź ulicznej latarni.

Pod tablicą rejestracyjną znajdziemy wycięty szeroki, w kształcie trapezu, ozdobiony licznymi chromowanymi listwami wlot powietrza zaś po bokach umieszczono trójkątne wgłębienia, z których wyrastają okrągłe przeciwmgielne halogeny. Całość składa się na bardzo dynamiczny wygląd.
Z tyłu Auris w stosunku do poprzednika stał się bardziej wyrazisty, a to za sprawą przetłoczeń klapy bagażnika i zderzaka, także również dzięki ostro zarysowanym światłom. Nie robią one wrażenia zbyt dużych i dominujących, ponieważ zostały w wielu miejscach delikatnie poprzycinane – swoją drogą przypominają mi bardzo reflektory znane z Hyundaia i30, oczywiście in plus. Kombi w odróżnieniu od mniejszego hatchback’a posiada miejsce na tablicę rejestracyjną w klapie, a nie w zderzaku, co moim zdaniem zdecydowanie lepiej wygląda – klapa bez tablicy wygląda trochę „łyso”.

Parkowanie naszego testowego Aurisa TS pod względem widoczności było czystą przyjemnością, a to za sprawą dużych trójkątnych okien w okolicach słupka C, małej, ale wystarczającej tylnej szybie, a także dzięki kamerze cofania i czujnikom parkowania. Jedyne co inżynierowie Toyoty powinni poprawić, to zmniejszenie ilości wydawanych dźwięków przez auto podczas parkowania – po wrzuceniu biegu wstecznego jeden dźwięk, przy parkowaniu przodem drugi, a przy parkowaniu tyłem trzeci.

Szczerze? Podczas parkowania równoległego można zwariować, tzn. wydawane dźwięki działają ogłupiająco i dekoncentrująco  w efekcie czego możemy nie słyszeć uderzenia w inny pojazd…

Podsumowując: wygląd zewnętrzny hybrydowej odmiany Aurisa TS nie różni się niczym, od „zwykłej” wersji poza logo HYBRID na przednich błotnikach, logo na tylnej klapie i firmowym emblematom z niebieską poświatą wewnątrz.

 

Sportowo-eleganckie wnętrze

Dzięki systemowi bezkluczykowemu otwieram auto bez konieczności wyciągania kluczyka z kieszeni, po prostu łapię za klamkę, auto się otwiera, a lusterka rozkładają. Wewnątrz naszym oczom ukazuje się zupełnie nowe wnętrze japońskiego kompaktu – jest zdecydowanie lepiej niż w poprzedniku. Na pierwszy rzut oka widać brak finezyjnej obudowy dźwigni hamulca ręcznego znanej z poprzednika.

W nowym Aurisie Toyota zmieniła wysokość linii dachu, która została obniżona o ok. 5 cm, przez co fotele zamocowane są bliżej ziemi i pozycja siedząca kierowcy i pasażerów jest wygodniejsza. Jeśli chodzi i przestrzeń w pierwszym rzędzie siedzeń to trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, mimo tego że zewnątrz Auris jest węższy od „króla kompaktów” – Golfa o 4 cm. Dostępne w naszej testówce podgrzewane, skórzane fotele są wygodne, nawet dla osób, które nie są za bardzo szczupłe.

Podróż w nowym Aurisie umila widok nowej ostro zarysowanej, pionowej deski rozdzielczej, która została wykonana z dobrej jakości plastików. Swoją drogą, kształtem bardzo mi ona przypomina kokpit sportowego modelu Toyoty – GT86.

W naszej hybrydowej testówce z jasnoszarą skórzaną tapicerką, część kokpitu została ofyabita fragmentami tejże skóry – w moim odczuciu wygląda to dużo lepiej niż zwykły plastik imitujący kawałek aluminium. Obok nawiewów, u szczytu deski rozdzielczej znajdziemy mały, cyfrowy zegarek. Z jednej strony nie wiadomo jakim cudem w tak nowoczesnym aucie znalazł się czasomierz z poprzedniej epoki, z drugiej inżynierowie chyba nie bardzo mieli pomysł co można by w tym miejscu umieścić – przedłużona kratka nawiewu wyglądałaby co najmniej dziwnie.

Standardowo tak jak w innych autach, tak tutaj koło kierownicy jest regulowane w dwóch płaszczyznach. Skórzany wolant sam w sobie bardzo dobrze leży w dłoniach. O dziwo obsługa tempomatu znajduje się na małej dźwigience przymocowanej do koła kierownicy, a nie w miejscu innych przycisków odpowiadających za obsługę komputera pokładowego i multimediów.

W odróżnieniu od „zwykłego” Aurisa tutaj tunel środkowy został poprowadzony trochę do góry, pod panel dwustrefowej klimatyzacji, a to dlatego, aby kierującemu wygodniej było obsługiwać krótki drążek (chociaż nie wiem czy to można tak nazwać, lepszym określeniem byłby joystick) zmiany biegów.

Dla zajęcia wygodniejszej pozycji mamy do dyspozycji przesuwany podłokietnik, który niestety nie posiada regulacji na wysokość. Cieszy za to obecność licznych schowków, począwszy od tych w drzwiach, przez te w tunelu środkowym, po schowek umieszczony przed pasażerem.

 

Za umilenie podróży będzie odpowiedzialny system audio JBL (dopłata 6000 zł). Dziewięć głośników (w tym subwoofer) wraz ze wzmacniaczem generują czysty dźwięk, który zadowoli niejednego melomana. Dodatkowo zamawiając pakiet JBL dostajemy nawigację w ulepszonej wersji – Touch&Go Plus, pozwalający komunikować się z telefonem za pomocą systemu bluetooth (rozmowy, smsy, odtwarzanie muzyki). System Touch&Go Plus na tle pozostałych urządzeń Toyoty wyróżnia się darmowym trzyletnim pakietem aktualizacyjnym zawierającym nowe mapy, a także posiada funkcję rozpoznawania mowy.
Z tyłu znajdziemy dobrze ukształtowaną kanapę, zapewniającą odpowiednią pozycję dla pasażerów. Wysocy pasażerowie mogą mieć nie tyle problem z miejscem nad głową (tutaj chcę zwrócić uwagę, że nawet przy zakupieniu opcjonalnego szklanego dachu Skyview miejsca nad głową jest aż nadto, ponieważ miejsce na schowanie rolety znajduje się za tylną kanapą) co z nogami – dotyczy tylko użytkowników powyżej 185 cm. Niestety na tylną kanapę nie doprowadzono oddzielnych nawiewów powietrza, a podłokietnik (z uchwytami na kubki) wyciągany z centralnego miejsca opada na siedzisko, nie zapewniając odpowiedniego podparcia dla rąk.

Bagażnik ma regularne kształty i nawet mimo umieszczenia akumulatorów może się pochwalić dużą pojemnością – 530 litrów! Różnicą w stosunku do „zwykłego” kombi jest to, że nie znajdziemy tutaj podwójnej podłogi (w Aurisie HSD jest miejsce na „styropianowe” koło zapasowe zawierające preparat do uszczelniania opony po przebiciu, a także lewarek do podniesienia auta, jednakże to wszystko możemy spokojnie wyjąć zyskując sporo miejsca), a także po położeniu kanapy nie uzyskamy płaskiej przestrzeni bagażowej – coś za coś, w końcu gdzieś inżynierowie musieli ukryć akumulatory.

 

Eco, eco i jeszcze raz eco!

W tym miejscu skupię się na wrażeniach z jazdy. Po zajęciu odpowiedniej pozycji za kierownicą wciskam hamulec, przycisk POWER i… cisza. W sumie nic ciekawego się nie dzieje, silnika nie słychać pozostaje tylko myśl, że auto się zepsuło i to już na starcie, ale nie!

Przecież Toyota jest prekursorem w tworzeniu aut hybrydowych, tutaj się nic nie mogło zepsuć od tak. I faktycznie, na zegarach zgasły niczym na choince lampki i pozostały tylko podświetlone „ready” i „P”. Ok, to już coś, wiem że auto ożyło w jakiś sposób, a żeby to sprawdzić przeciągam joystick w pozycję „D” i powoli puszczam hamulec. Od tej pory dla zwykłego śmiertelnika jeżdżącego spalinowym autem dzieją się rzeczy magiczne. Auris powoli toczy się do przodu, a przy wciskaniu delikatnie gazu nieznacznie przyspiesza nie wydając z siebie żadnych odgłosów.

Przy wyłączonym radiu spokojnie usłyszymy szelest toczących się kół. Mimo młodego wieku, muszę powiedzieć że byłem w szoku, pozytywnym szoku! Ale co tam, przecież to jest dopiero ruszanie z parkingu, czas zobaczyć jak „TO” działa podczas jazdy, a więc w drogę…

Podczas mocniejszego wciśnięcia gazu niezauważalnie załącza się silnik spalinowy, aby upewnić się, że miało to miejsce wystarczy spojrzeć na ekran nawigacji pokazujący tzw. monitor energii. Pozawala on na obserwowanie jaki napęd aktualnie jest wykorzystywany, czy akumulatory są naładowane, bądź czy się ładują/rozładowują. W wersji hybrydowej zamiast tradycyjnego obrotomierza mamy przed oczami wskaźnik trybu jazdy: CHG – ładowanie akumulatorów, ECO – oszczędna jazda i POWER – wskazówka wjeżdża na to pole podczas gwałtownego dodania gazu i pali się wtedy na czerwony kolor. Szczerze mówiąc rzadko kiedy dodawałem gwałtownie gazu, a to wszystko przez tą czerwoną wskazówkę – aż razi w oczy! Zazwyczaj podczas spokojnej jazdy wskazówka zakreśla pole ECO i wtedy możemy być dumni z tego, że przyczyniamy się do zmniejszenia emisji CO2.

Aż dziw bierze, ale tym autem naprawdę chcę się jeździć spokojnie. Chociaż, z drugiej strony bezproblemowo możemy na światłach pokazać niektórym „ścigantom”, że mimo tego, że mamy hybrydę możemy im przytrzeć nosa. Auris HSD do setki przyspiesza w 11,2 sekundy, to bardzo dobry wynik jak na auto teoretycznie stworzone do spokojnej jazdy. Przy takim „ściganiu się” problemem może być odgłos wydawany przez jednostkę napędową, jest ona głośna, ale do momentu.

Tak naprawdę może to przeszkadzać przez pierwsze 50 kilometrów, potem człowiek się przyzwyczaja i dalej się cieszy z jazdy ekologicznym autem. Jak już jesteśmy przy ekologii to powiem coś o spalaniu.

Producent deklaruje, że w mieście możemy osiągnąć spalanie rzędu – 3,7 litra na 100 km. Tak, udało mi się zejść do tego poziomu, jednak kierowcom jadącym za mną na pewno otwierał się nóż w kieszeni. Jazda normalna, czyli taka jaką stosują inni użytkownicy dróg pozwala na osiągnięcie spalania rzędu 5,0 litrów, a przy dosyć dynamicznej jeździe – pedał w podłogę spod świateł i trochę szarżowania – spalanie wynosi jedynie 5,5 litra! Pewnie można więcej spalić, ale trzeba się naprawdę postarać – Auris HSD w wersji kombi to bardzo oszczędne auto. Dodatkowo do wyboru mamy 3 tryby pracy jednostki napędowej – EV mode, ECO mode i PWR mode.

W trybie EV działa tylko i wyłącznie silnik elektryczny, na którym możemy przejechać do 2 km z prędkością do 45 km/h. Tryb ECO spowalnia reakcję silnika na wciśnięcie pedału gazu, auto jest trochę ospałe, natomiast tryb PWR pozwala wycisnąć ostatnie soki z hybrydy – zarówno silnik spalinowy jak i elektryczny działają na 100%, a reakcja na wciśnięcie „gazu” jest natychmiastowa.

 

Dziura… dziura… dziura…

Testowany Auris był „obuty” w koła 17 calowe z oponami o rozmiarze 225/45. Przecież to nie może pozwolić na komfortowe przemieszczanie się po polskich drogach! A jednak, przebycie kilkuset kilometrów nowym Aurisem pokazuje, że zawieszenie okazuje się całkiem skuteczne w starciu z polskimi dziurami.

Nawet w trakcie pokonywania dużych wybojów, z okolic układu jezdnego nie dobiegają żadne przeraźliwe odgłosy. We wszystkich Aurisach HSD niezależnie od wersji wyposażenia tylne zawieszenie oparte jest na podwójnych wahaczach. Stabilnością prowadzenia na pewno może konkurować z Golfem czy Civiciem. Elektryczne wspomaganie układu kierowniczego stoi na wysokim poziomie. Typowo dla tego typu wspomagania manewry na parkingu możemy wykonywać jedną ręką, a podczas szybkiej jazdy kierownica „usztywnia się”. W trakcie miejskiej jazdy każdy wykonany ruch kierownicą jest natychmiast przekładany na koła, przez co dokładnie wiemy co się z nimi dzieje – duży plus dla Toyoty za dopracowanie zawieszenia i układu kierowniczego!

 

Nasza obecność na drzwiach otwartych „Ciepła sobota” nie była przypadkowa. Auto było zaprezentowane właśnie po to aby pokazać, że prąd może być nie tylko wykorzystywany w domach do oświetlenia, ogrzewania bądź zasilania urządzeń, ale także do napędu praktycznego kombi dedykowanego dla rodzin z licznym potomstwem.

Dzień pod znakiem ekologii i wytwarzania prądu tak mnie natchnął, że postanowiłem się przejechać na wieś – w miejsce gdzie ekologia jest jak najbardziej wskazana, a każdy produkt spalania paliwa negatywnie odbierany. Dzięki czemu bez żadnych wyrzutów sumienia zjechałem z drogi włączając tryb w pełni elektryczny – EV i mogłem swobodnie, nie robiąc zwierzaczkom i roślinkom krzywdy przemieszczać się po polach.

moto-opinie.com radzą: Nowy Auris w stosunku do poprzednika zmienił się diametralnie – w końcu zyskując charakter. Dzięki Bogu Toyota poszła po rozum do głowy i w końcu w ofercie pojawiło się bardzo praktyczne kombi. Dobrym posunięciem jest zastosowanie w Touring Sports układu hybrydowego. Nie tak dawno czytałem, że japoński producent do 2020 roku planuje stworzyć dla każdego swojego auta hybrydowy odpowiednik. Przed odebraniem Aurisa Hybrid do testów miałem obawy, jak to będzie jeździć, jednak po spędzeniu dłuższego czasu, gdybym miał kupować Aurisa wybrałbym tylko hybrydę.

Przekonuje mnie niskie spalanie, elastyczność i cicha praca jednostki napędowej, a także jak trzeba to i przyspieszyć potrafi. Dodatkowym argumentem jest to, że wybierając hybrydę tracimy standardowe części: alternator, rozrusznik, sprzęgło i paski klinowe, dzięki czemu w „normalnym” aucie gdyby to wszystko się zepsuło na raz tracimy ok. 9 tys. złotych. Nasza obecność na drzwiach otwartych „Ciepła sobota” nie była przypadkowa. Auto było zaprezentowane właśnie po to aby pokazać, że prąd może być nie tylko wykorzystywany w domach do oświetlenia, ogrzewania bądź zasilania urządzeń, ale także do napędu praktycznego kombi dedykowanego dla rodzin z licznym potomstwem.

Dzień pod znakiem ekologii i wytwarzania prądu tak mnie natchnął, że postanowiłem się przejechać na wieś – w miejsce gdzie ekologia jest jak najbardziej wskazana, a każdy produkt spalania paliwa negatywnie odbierany. Dzięki czemu bez żadnych wyrzutów sumienia zjechałem z drogi włączając tryb w pełni elektryczny – EV i mogłem swobodnie, nie robiąc zwierzaczkom i roślinkom krzywdy przemieszczać się po polach.

Po spędzeniu kilku dni z hybrydowym Aurisem w wersji kombi mogę spokojnie powiedzieć, że hasło „sports” bezproblemowo komponuje się z tym autem. Naprawdę! Mocne wciśnięcie gazu, może niejednego zaskoczyć ile takie „spokojne” auto potrafi. Osobiście wróżę sukces Aurisowi TS w wersji hybrydowej, ponieważ jego cena jest bardzo konkurencyjna w stosunku do Priusa – prekursora aut hybrydowych.

Nowy Auris TS HSD kosztuje od 88900 zł, a Prius od 99900 zł, przy czym za cenę Priusa mamy nieźle wyposażone hybrydowe kombi zawierające m.in. : skrętne lampy biksenonowe z funkcją automatycznych świateł drogowych, tempomat, wewnętrzne lusterko elektrochromatyczne, alufelgi 17 calowe, elektrycznie składane lusterka, system automatycznego parkowania równoległego, klimatyzację dwustrefową czy system bezkluczykowy. Wersja hybrydowa (Prestige) jest droższa od porównywalnej jednostki benzynowej (1.6 130 KM) o 15 tysięcy zł, a od najmocniejszego diesla (2.0 125 KM) o 3400 zł.

Konkurencyjny VW Golf Variant z silnikiem 1.4 TSI 140 KM, skrzynią biegów DSG kosztuje ok. 112 tys. zł, tutaj za 116400 zł mamy wszystko to co w Golfie + bardzo fajny szklany dach(dający dużo frajdy pasażerom z tyłu), nagłośnienie JBL z dokładną nawigacją i 3-letnia bezpłatną aktualizacją map i 3 letnią gwarancję (5 lat na układ hybrydowy). Nie tylko ja wybrałbym Aurisa, duża korporacja – Orange zakupiła dla najlepszych handlowców 30 Aurisów HSD w wersji hatchback. Nie pozostaje mi nic innego jak im pogratulować udanego wyboru, a także pozazdrościć handlowcom tak ciekawego stylistycznie, przestronnego i ekonomicznego auta!

 

PLUSY:

[+] zachęca do spokojnej, ekonomicznej jazdy

[+] precyzyjny układ kierowniczy połączony z komfortowym zawieszeniem
[+] przestronne wnętrze z wygodnymi fotelami

[+] spalanie!!!
[+] dynamiczna i elastyczna jednostka napędowa
[+] dostępny w wersji testowej robiący duże wrażenie szklany dach oraz system audio JBL

MINUSY:

[-] 3 różne dźwięki drażniące uszy kierowcy i pasażerów podczas parkowania
[-] brak wylotów powietrza na tylną kanapę

 

DANE TECHNICZNE : 

Silnik – benzynowy + elektryczny
– Pojemność skokowa – 1798 cm3,
– Maksymalna moc – 99 KM (spalinowy) + 80 KM (elektryczny)  = 136 KM
– Maksymalny moment obrotowy – 142 Nm (spalinowy), 207 Nm (elektryczny)

– Skrzynia biegów – automatyczna, bezstopniowa – E-CVT

– Napęd : na przednią oś
Osiągi :
– Przyspieszenie 0 – 100 km/h (s) – 11,2
– Prędkość maksymalna – 175 km/h
Zużycie paliwa :
– Cykl miejski (l/100 km) – 3,7
– Cykl pozamiejski (l/100 km) – 3,6
– Cykl mieszany (l/100 km) – 3,7
– Pojemność zbiornika paliwa :  50 l.
Wymiary :
– Długość (mm) – 4560
– Wysokość (mm) – 1460 (1475 z dachem Skyview)
– Szerokość (mm) – 1760
– Rozstaw osi (mm) – 2600
Pojemność bagażnika : 530 – 1658 litrów

Masa (kg) :
– Masa własna pojazdu – 1335 kg (1345 z dachem Skyview)

CENA WERSJI PODSTAWOWEJ : 88900 zł (wersja Premium)
CENA TESTOWEJ WERSJI :  116400 zł

 

Serdeczne podziękowania dla łódzkiego dealera Toyota AMX Łódźza udostępnienie auta do testu!

TEST: Toyota Auris TS 1.8 HSD Prestige
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY74%
WNĘTRZE90%
ZAWIESZENIE75%
CENA83%
JAKOŚĆ77%
SPALANIE92%
82%WYNIK

4 komentarze

  1. addam44

    Tak naprawde to Auris hybrydowy jest tanszy od 125konnego Aurisa diesla bo tamten nie ma…automatu.
    Gdyby D4D mial automat bylby drozszy a i spalalby spokojnie 0.5litra wiecej.
    Nic nie przemawia za dieslem w Aurisie.

    Odpowiedz
  2. beata

    auris sprawdza się jako auto rodzinne, ale też może służyć jako służbowe, bo jest bardzo eleganckie, a zarazem pakowne.

    Odpowiedz
  3. wprz

    Posiadam Aurisa TS Sport od kilku miesięcy i jestem naprawdę bardzo zadowolony. Przy umiarkowanej jeździe poza miastem spalanie waha się między 3,8 a 4,5 litra/100km, co jest jak dla mnie rewelacyjne. W Aucie (poza przyśpieszaniem) jest też bajecznie cicho. Skrzynia e-CVT mi osobiście nie przeszkadza i jestem bardzo zadowolony z jej działania. W porównaniu między moim starym Volvo V40….. Auris jest genialnym samochodem. Nigdy nie lubiłem „aut wyścigowych” i dynamika Aurisa jak najbardziej mi odpowiada. Chętnie kupił bym jako drugi samochód mniejszą hybrydę od Toyoty, a nawet pokusiłbym się na zakup używanego Priusa.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.