Gdy w zeszłym roku w grudniu tuż przed wyjazdem na MISJĘ LAPONIA, rozmawiałem w AUTO LAB z jednym instruktorów Szkoły Auto Skoda – Robertem Szpindorem na temat tego na co warto zwrócić uwagę podczas tej wyprawy [ponad 4000 km po Skandynawii], już wtedy otrzymałem kilka cennych wskazówek, choć teoretycznych to na tyle ciekawych, że 30 minut później na parkingu pod AUTO LAB-em wcieliłem je w życie.

 

 

Wtedy też przyszło mi do głowy by w następnym roku udać się na tor w którym właśnie te cenne wskazówki są przekazywane w praktyce – „pstryk”! I jestem!

 

 

Po 13 latach egzystencji Szkoły Auto Skoda [stworzonej przez markę Skoda w celu doskonalenia techniki jazdy kierowców] mogłem stać się jej uczestnikiem – 20000 uczestnikiem, bo tylu już kierowców otrzymało certyfikaty ukończenia szkolenia.

 

Niedzielny poranek… godzina 9:00 miejscowość Kąkolewo za Poznaniem, trochę mgliście, po przejechaniu blisko 270 km, przyszedł czas na wstąpienie w bramy innego świata motoryzacji.

 

Pora rozpocząć szkolenie I stopnia SAFE DRIVING

W szkoleniu brało udział 12 osób, jak się okazało z całej Polski z różnych jej krańców. Odpowiedzialnym za szkolenie w tym dniu był Radosław Jaskulski, któremu towarzyszył Michał Wiatr… i zapanowała pozytywna atmosfera, gdzie przy porannej kawie wyjaśniono nam plan dnia i bez zbędnego ceremoniału na część teoretyczną przenieśliśmy się już do aut. Bo nie ma to jak wcielać porady w życie, a nie obserwować je na monitorze – za to brawo!

 

 

Pozycja za kierownicą – niby to takie proste, jednak jak się okazało popełniamy przy tym wiele błędów, część z tych pomyłek często jest drobiazgiem, jednak drobiazg podczas wypadku, może być opłakany w skutkach. Już na tym etapie biłem się w pierś!

 

 

Awaryjne hamowanie – wtedy już zadomowiłem się na dobre w nowej skodzie Yeti 2.0 TDI 140 KM 4X4, oprócz tego do dyspozycji uczestników były jeszcze nowe Octavie.

Po pierwszej próbie awaryjnego hamowania przy prędkości około 50 km/h dotarło do mnie, że w hamulec trzeba porządnie strzelić z nogi aby pompa hamulcowa dostała sygnał, że należy wytworzyć większe ciśnienie w układzie. Po 10 próbach przy różnych prędkościach i podłożach czułem ból w nodze ale taki z satysfakcji.

 

 

Slalom – teraz już wiem dlaczego ta konkurencja była przed obiadem…. Oczywiście to nie był taki slalom – link , ale bardziej agresywna forma pokonywania slalomu samochodem przy prędkości 50-65 km/h na suchej jak i mokrej nawierzchni, gdzie na własnej skórze przekonałem się, że przy 65 km/h jestem w stanie zapanować na samochodem, a zwiększając prędkość o 3 km/h [słownie : trzy kilometry na godzinę] już nie mogłem zapanować nad samochodem mimo kilku prób. Dało do myślenia!

 

Awaryjne omijanie przeszkody – choć sytuacja teoretyczna, to w praktyce wykorzystujemy ją codziennie[dziury w drodze], a dodam nawet, ze wracając ze szkolenia w okolicach Poznania musiałem powtórzyć ten manewr na autostradzie, gdyż tir zgubił oponę która leżała po środku pasa ruchu. Udało się!

 

 

Zakręt – prozaiczny manewr, każdy wie jak skręcić kierownicą, dodać gazu i jechać dalej, jednak problemem był głównie fakt, iż nawierzchnia była mokra, auto przy większej prędkości nie zachowywało się już tak naturalnie. A z moich obserwacji to właśnie w tej konkurencji najwięcej osób lądowało poza trasą. Życie…

 

 

Troleje – to już był taki bonus po 8 godzinach spędzonych na torze, miałem okazję pierwszy raz zmierzyć się z autem które zachowuje się jakbyśmy cały czas jeździli z zaciągniętym hamulcem po lodowisku – jednak udało mi się wykręcić bardzo dobry czas!

 

 

moto-opinie.COM radzą : a w tym wypadku nawet podsumowują. Cóż w pewnych sytuacjach na drodze trzeba być twardym, dlatego też ostentacyjnie powiem, że warto przestać myśleć o sobie jako „Krzysztofie Hołowczycu”, bo tylu już ich mamy w kraju a statystyki wypadkowości nie spadają.

Nie uważam siebie za złego kierowcę, dużo mi na pewno dał karting [już od 7 roku życia jeżdżę na gokarcie, teraz już rzadziej, ale na przyszły sezon obiecałem sobie, że wyciągnę go z garażu], jednak skłamałbym jakbym powiedział, że niczego się nie nauczyłem mimo to, że miałem na szkoleniu wysoką gorączkę.

Przede wszystkim pokory! Ale i wielu detalów chociażby dotyczących pozycji za kierownicą [w/g instruktora siedziałem za daleko o jakieś 2-3 cm i z tego powodu awaryjne hamowanie nie było zbyt efektywne.

 

Kiedyś miałem okazję uczestniczyć na podobnym szkoleniu na torze Kielce, lecz jak miałbym porównać w Szkole Skody, było to prowadzone z większym temperamentem, pozytywnym słowem i co akurat dla mnie było istotne – w Kąkolewie więcej zadań odbywało się na mokrej nawierzchni, gdy nad autem trudniej zapanować.

Przyznam, że takie szkolenie powinno być obowiązkiem przy ubieganiu się o prawo jazdy, bo daje więcej niż rękawy, parkowania skośne, czy ruszanie z ręcznego pod górkę razem wzięte. Polecam! I już zastanawiam się czy by nie zapisać się na drugi stopień szkolenia – gdzie szlifowane są już detale z większą adrenaliną.

 

3 komentarze

  1. Marta

    Prawko mam od 4 lat, ale jeszcze nie miałam okazji by poczuć sytuację awaryjną – na szczęście! Ale wiosną pewnie pomyślę o czymś takim.

    Odpowiedz
  2. Waldemar Florkowski

    Uważam, że warto szczególnie dla młodych kierowców, którzy na kursie nie mogą zasmakować „jazdy na krawędzi”, a gdy przychodzi co do czego jest „klops” :)

    Odpowiedz
  3. Syla

    Zdecydowanie szkolenie jest dedykowane dla wprawionych kierowców .Nie jest dobrym pomysłem iść na to szkolenie po świeżo zdobytym prawko.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.