Gdy w skrzynce znalazło się zaproszenie… zestawiłem to z moim kalendarzem i powiedziałem tylko jedno słowo JADĘ!

Była to kolejna impreza z cyklu EXTREMIZER, swoją drogą czy wszyscy wiedzą, że oprócz napojów energetycznych, to również marka oleju ?!
Ale po głośnym szumie medialnym imprezy na Bemowie, wybrałem się do Rudnik pod Częstochową, gorące niedzielne przedpołudnie i nawigacja wyskalowana gdzieś w pole… podobno na lotnisko!

Docierając na miejsce zrozumiałem, że do Kangoo mogłem wrzucić quada gdyż impreza była podzielona tematycznie, w jednym miejscu scena 2 kilometry dalej drift, skręcając w lewo kolejne 2-3 km 1/4 mili i idąc znów w bok miasteczko ruchu drogowego…

extremizer 3

Zaczynając od miasteczka, jazda na trolejach może już wrażenia takiego nie robi, ale wciąż tłumy okalały tę część imprezy, jednak najmniej chętnych było przy symulatorze wypadku (zjazd pod kątem na fotelu samochodowym i gwałtowne zahamowanie).
Nie wiem czemu, policjant wręczam odważniakom reklamówkę z jakimiś rzeczami, by udowodnić, że wypada z rąk na finiszu, jednak nikt z rąk jej nie wypuścił, a bardziej przydałby się w momencie gdy ……. sami dopowiedzcie.
Przez chwilę myślałem, że po drugiej stronie jest pożar…. smuga dymu, pisku – a to jedynie był tor driftowy, gdzie średnio 200-400 konne maszyny pokazywały, że najlepiej jeździ się bokiem, a jazda na wprost jest dla amatorów. Zazwyczaj królowały BMW E30 ale nie brakowało również Toyoty Supry, Mercedesa SLK 55 AMG, czy Opla Omegi..

Jednak największa jazda była, gdy wpuszczono nas (mnie i fotografa) na tor, gdzie mniej więcej metr, dwa od nas przejeżdżały auta z dużą prędkością – niby nic w tym dziwnego, ale one cały czas robiły to bokiem!
Cóż – gdyby zebrać te dziesiątko kilogramów opon, które zostały na torze – miałbym zimówki do końca życia!

A to zdjęcie, ze specjalnym podziękowaniem dla Łukasza, który przygotowywał dla mnie tę sesję zdjęciową.

Niby nic wielkiego gdyby nie fakt, że auto przemknęło z prędkością około 100 km/h bokiem, jakieś 90-100 cm od obiektywu, proszę mi wierzyć, że nie wielu było takich odważnych, no oprócz kamerzysty z TVN TURBO :)

Ale drift przyćmił wesoły Francuz, który ze sztabem zapaleńców postanowił ukraść silnik od odrzutowca i zamontować go do czegoś co konstrukcją przypomina roadstera. Maszyna o dumnej nazwie JETCAR PREDATOR raczej nie przypominała zwykłego samochodu i przyćmiewała wszystkie auta startujące w zawodach na 1/4 mili.

jetcar

Cóż generowane 6000 koni mechanicznych, było by wstanie obsłużyć nie jednego grilla gdyż temperatura wzrosłą znacząco, jednak była to jedyna atrakcja, której nie miałem ochoty spróbować nawet gdyby mi dopłacali. Cóż 1,5 sek do setki i po około 1/4 mili 450 km/h na liczniku, brzmi iście zabójczo.
A te kilka sekund przejazdu pochłonęło około 100 litrów paliwa rakietowego.
Choć w rozmowie z kierowcą po przejeździe nie zauważyłem najmniejszych emocji na twarzy… cóż chyba siedział tam za karę i musiał grać do końca!
Ale i tak najlepszym aktorem musiał być „GRILL MAN”, który sterował tym całym cyrkiem ustawiając maszynę jak najlepiej się da – do dziś nie wiem o co dokładnie chodziło, ale system migowych znaków zapewne miał jakiś sens!

Jednak po tym przejeździe auta startujące na 1/4 takie jak Nissan GT-R, Porsche RS3, czy Mitsubishi Lancer EVO czy Corvetta nie robiły już takiego wrażenia i na tle JETCARA jeździły niczym elektryczne hulajnogi.

Reasumując impreza na dobrym poziomie, bardzo żałuję, że nie byłem w sobotę gdyż przegapiłem zacny występ Dooooody, ale jakoś przyjdzie mi z tym faktem żyć!

3 komentarze

  1. Jeremi

    O JEZZZZAS – co to za twór – przecież to jest zagrożenie dla ludzi jakby wybuchło!

    Odpowiedz
  2. Alicja K.

    Drift to zawsze lubiłam, czekam na kolejną edycję, byłam co prawda w sobotę ale koncert Kłody jakoś mnie wygonił hahaha

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.