Tym razem przyszła pora by poczuć się jak członek partii zielonych, który koczuje w Dolinie Rospudy chroniąc mikrosystem, jednak nie zrobiłem tego dosłownie, a za pośrednictwem elektrycznego mikrosamochodu ROMET 4E, który wpadł w moje ręce dzięki firmie INTERCAR PRZYGUCCY z Łodzi.

 

Zapewne miał stworzyć mi namiastkę poczucia dbania o ekologię i środowisko naturalne… dopijając Pepsi i wyrzucając plastikową butelkę do kosza wsiadłem w Rometa i udałem się do drugiej co do wielkości w Polsce – Elektrociepłowni EC4 „DALKIA” zlokalizowanej w Łodzi, by móc naocznie poznać jak wytwarzana jest energia zamieniana w prąd, który potem ładuję wtyczką do tego mini-auta.

Ale po kolei, procedura odpalenia Rometa wcale nie jest taka prosta, w pierwszej kolejności musimy wcisnąć wielki czerwony grzyb – identyczny do tego jaki Barack Obama ma w swojej szufladzie, którym „gasi” pół świata.
Jednak w Romecie on budzi elektrykę do życia i dostarcza zasilanie do auta, w następnej kolejności przekręcamy kluczyk w pierwszą pozycję i na zegarach pojawiają się informacje związane z naładowaniem baterii (bardzo podobny miernik jak w Nokii 3210) i licznik wyskalowany do 100 km/h – zapewne pod kątem mocniejszej wersji.
Gdy tą część procedury mamy za sobą, wrzucamy bieg D i ruszamy – pierwszy start zakończyłby się tragedią ponieważ popularne biegi D i R są zamienione miejscami, tak jak sposób włączania świateł i kilka innych bajerów, na szczęście refleks mnie uratował.

I gaz! 10, 20, 30 km/h względnie spokojnie 40 km/h i liczni się zatrzymuje… jest na to recepta wystarczy wyłączyć przycisk ECO który ogranicza nam prędkość – gdy go wyłączymy zasięg spadnie nam prawie o połowę ze 160 km do 90 km.
Jednak wolę mieć mniejszy zasięg by zaoszczędzić nerwów kierowcom jadącym z tyłu i próbującym wyprzedzić. Po przekroczeniu 50 km/h żołądek delikatnie wędruje ku górze, ale po kilku chwilach przyzwyczaja się do specyfiki jazdy i powraca na swoje miejsce.

Po osiągnięciu prędkości granicznej, hałas silnika jest akceptowalny, porównywalny z tym w Toyocie Yaris Hybrid, lecz odgłosy dochodzące z otoczenia są jakby o 20 dB mocniejsze – zapewne za sprawą wygłuszenia i wątłej sylwetki.
Z wiaderkiem po prąd….

Nie miałem problemu by trafić do słynnej EC4 w końcu ją widać z każdej strony Łodzi, dobrze że przyzwyczaiłem się wcześniej do hamulców w Romecie, bo w innym wypadku wjechałbym razem ze szlabanem do środka.
Brak wspomagania hamowania owocuje tym, że podczas tego manewru musimy użyć trochę więcej siły, ogólnie jest to do przyzwyczajenia i wyćwiczenia, ale warto zrobić to parę metrów przed bramą od swojego garażu…

Drogę po elektrociepłowni wraz z Rometem 4E rozpoczęliśmy z Panem Robertem Warchołem przedstawicielem marketingu firmy Dalkia obsługującej EC4. By dostać się na ten teren również musimy spełnić wiele procedur, ale mamy to już opanowane po odpalaniu Rometa. Kask na głowę i ruszamy!

W świecie tych wielkich maszyn podających węgiel 4E z mikrosamochodu staje się małym pikselem w świecie tych monstrualnych maszyn, które z wielką siłą ładują węgiel do podajnika.
Ale cały czas byłem ciekawy gdzie mogę ustawić się z wiaderkiem po prąd, bo bateria wskazywała mniej więcej 50%.

Po kolejnych 400 metrach trafiliśmy na specjalną linię gdzie spala się biomasę, która zastępuje węgiel jest o wiele bardziej proekologiczna – znów ku uciesze „zielonych”, a firma Dalkia by obniżyć emisję CO2 wdrożyła tę pionierską technologię… ale nadal nie widziałem prądu, tylko urządzenia, które przerażały mnie swoją wielkością i zaawansowaną technologią oraz 250 metrowy komin, z śnieżnobiałym dymem.

Procedura : czerwony grzyb, kluczyk, D, zwolnienie ręcznego i szybki sprint na drugą stronę i w końcu znalazłem się w miejscu gdzie mogłem zatankować ROMETA… do momentu gdy zobaczyłem trupią czaszkę i oznaczenie 110KV – ta rozdzielnia byłaby w stanie zasilić 1/3 Łodzi, a próba jakiegokolwiek ładowania zapewne skończyłaby się mega fajerwerkami i obecnością na czerwony pasku w TVN24.

Co prawda nie znaleźliśmy tam wtyczki 230V, lecz postanowiłem przerwać poszukiwania, po lekturze instrukcji w której zaznaczono, że średni czas ładowania baterii w 4E wynosi około 10h, czyli porównywalnie tyle ile w innych mini-elektro-autach, nie mieliśmy tyle czasu.

 

By wrócić do domu, ręka wylądowała na przycisku ECO i przez większość miasta, głównymi arteriami, mknąłem z zabójczą prędkością 40 km/h, nucąc pod nosem „Piosenkę Ekologiczna” grypy Dżem, w końcu by zwiększyć zasięg najlepiej wyłączyć radio, nawiew (suszarkę) – udało się!
Zajrzyjmy do wnętrza….

Największą zaletą Rometa oprócz ceny jest wygląd zewnętrzny z odległości około 7-8 metrów, widzimy wtedy sylwetkę o dość modnym kształcie w tej klasie, z obłymi przetłoczeniami, obutą w 12 calowe alufelgi, jednym słowem stylowo i dość ładnie.
Gdy jednak zbliżymy się nieco bliżej dojrzymy pewne ułomności w postaci spasowania, czy wykończenia pewnych elementów zewnętrznych.
Jednak musimy pamiętać, że model ten to namiastka auta, która jest pewnego rodzaju rozwinięciem skutera i quada, z ekologiczną formą zasilania.

Wewnątrz już nie jest tak różowo i choć w nasze ręce wpadła wersja prototypowa, należy zwrócić większą uwagę na wykończenie deski rozdzielczej, zamaskowanie śrub – szczególnie w dolnej części.
Zapewne poprawiłbym też tapicerkę w fotelach na bardziej wytrzymałą i zdemontował co drugą sprężynę w fotelu, by było trochę ciszej.
Mógłbym się czepiać i marudzić, ale cały czas mam przed oczami wizję, że model ten jest o jakieś 80 tysięcy tańszy od konkurencji o podobnych gabarytach pokroju Citroena C-Zero, więc nie należy spodziewać się fajerwerków skoro Citroen również w środku nie zachwyca.

Nie ukrywajmy jest spartańsko i brakuje trochę takiej ogłady, lecz jeżeli producent przed rozpoczęciem produkcji w Polsce poprawi kilka tych elementów, można będzie przymknąć oko i spojrzeć przez różowe okulary z podwójnym filtrem.

 

Pozytywnie wygląda na pewno konsola z zegarem, który, mimo podstawowych funkcji jest czytelna, pokazuje stan naładowania baterii i jest w pewien sposób kolorowa.

Co ciekawe Romet przebija konkurencję w swojej klasie gdyż posiada radio z USB i kartą SD, może nie jest to BOSE, ale coś sobie mruczy, jednak ma to wpływ na stan naładowania akumulatora, nie tak wielki jak nawiew, który dosyć drastycznie skraca zasięg.
Hej przygodo…

Zapewne auto elektryczne nadal jest i będzie pewnego rodzaju novum, ponieważ wzudzało większe zainteresowanie niż testowany w tym samym czasie przeze mnie Audi A3 SPORTBACK 1.8 TFSI 180 KM jeszcze niedostępny w sprzedaży.
Jazda Rometem dostarcza  skrajnych emocji, od euforii podczas ładowania i wyliczania oszczędności, po strach związany z osiąganiem kosmicznej prędkości około 60 km/h.

Zastanawia mnie jednak, jak ten model wypadłby w testach zderzeniowych, w NCAPie niestety go nie zobaczymy gdyż tam prędkość przy zderzeniu wynosi 64 km/h a Romet rozwija o 2 km/h mniej, lecz to zapewne nie problem tylko bardziej kwestia sposobu homologacji tego monstrum – on ma w dowodzie ten sam sposób homologacji co mój quad – czyli pojazd samochodowy inny.

Dlatego też nie musi posiadać poduszki powietrznej, ABS-u i innych elementów z dziedziny bezpieczeństwa wymaganych wśród samochodów osobowych rejestrowanych w Polsce.
Chyba plusem największym tego jest jedna tablica montowana z tyłu, przednia nie jest wymagana, może to dobrze pod kątem fotoradarów, lecz z drugiej strony, butelka dla tego, który spróbuje złamać tym autem przepisy dotyczące przekroczenia prędkości.


moto-opinie.COM radzą : Nie śmiecę, ale czy jestem gotowy by przesiąść się na tą ekologiczną maszynę?! W chwili obecnej to najtańszy model elektryczny dostępny na rynku, dzieli go przepaść między konkurencją w tej kwestii, ponieważ podobny Citroen C-Zero kosztuje blisko 80 tyś więcej. Jednak Citroen za tą cenę jest totalną abstrakcją, którego produkcja wisi na włosku, a Romet mimo wybitnej cenowej promocji 34900 zł zbudowany jest w formie low cost i nie spełnia moich oczekiwań, osoby przyzwyczajonej do komfortu. Po drugie nigdy nie podążałem za trendami w modzie, na razie jestem na etapie segregacji śmieci i daleko mi jeszcze do propagowania na tak szeroką skalę ekologii. Aspektem wymiernym może być tu koszt przejazdu 100 km, w przypadku auta z segmentu B,z silnikiem 1.2 w warunkach miejskich jest to około 45 zł, dla porównania w Romecie 4E przejazd 100 km to około 6-7 zł, ale czy jestem gotów na taki kompromis?
Auto dwuosobowe, z prędkością maksymalną 60 km/h. Póki co jeszcze nie, ale znam wiele osób, dla których eco i taka forma przygody będzie spełnieniem. Nie ma co ukrywać za 34900 zł nie można wiele oczekiwać jeżeli chodzi o sposób wykonania, spasowania i czy zastosowania nowoczesnej technologii, nie ma tu klimatyzacji i zapewne nigdy nie będzie, za to są 2 fotele i dach nad głową. Jednak spartańskie wykonanie to jedno, a cena to drugie! Mam tylko nadzieję, że w finalnej wersji producent wycofa akumulatory stosowane obecnie: kwasowo-ołowiowe, które przygotowane są jedynie na 400 cyklów ładowań, a koszt nowych oscyluje w granicach 8000 zł. Z informacji jakie do mnie dotarły od przedstawiciela firmy Przyguccy – dystrybutora marki Romet pracuje nad nową technologią litowo-jonową, zapewne w ten sposób jeszcze poprawi się zasięg i żywotność akumulatorów. Czy warto? Na to pytanie trzeba sobie odpowiedzieć indywidualnie i zastanowić się czy to już czas by przesiąść się na „elektryka” czy czas by dać technologii się rozwinąć. Romet 4E zapewne burzy cenowe postrzeganie aut elektrycznych, lecz przy nakładzie finansowym i poprawie elementów szczególnie wewnątrz może coś zdziałać na rynku…

MOCNE STRONY :
[+] cena!
[+] koszty użytkowania
[+] kompaktowy kształt

SŁABE STRONY :
[-] wykonanie!
[-] brak systemów bezpieczeństwa
[-] skrzypiące fotele

Dane techniczne:

Prędkość maksymalna: 40 km/h w trybie ekonomicznym i 62 km/h w trybie normalnym
Zasięg na jednym ładowaniu: 180 km w trybie ekonomicznym i 90 km w trybie normalnym
Masa pojazdu: około 824 kg (około 500 kg bez akumulatorów)
Wymiary (długość, szerokość, wysokość): 3,090 m, 1,420 m, 1,480 m

Silnik elektryczny: bezszczotkowy
Moc maksymalna: około 6,8 KM (5 kW)
Przeniesienie napędu: stałe przełożenie, brak sprzęgła

Akumulatory: kwasowo-ołowiowe
Czas ładowania 0-100%: poniżej 8 h ładowarką pokładową o mocy około 1,8 kW (72 V, 25 A)
Energia zgromadzona w akumulatorach: nominalnie około 10,8 kWh
Liczba modułów: 9 (8 V, 150 Ah)
Napięcie nominalne pakietu: 72 V
Szacowana żywotność: 400 cykli ładowania/rozładowania
Masa pakietu: około 324 kg
Energia właściwa pakietu: około 33 Wh/kg

TEST : ROMET 4E AUTO ELEKTRYCZNE
WYGLĄD ZEWNĘTRZNY50%
WNĘTRZE7%
ZAWIESZENIE25%
CENA89%
JAKOŚĆ9%
SPALANIE100%
47%WYNIK

9 komentarzy

  1. Kamil

    Hehehe rewelacyjna historia, Pan zawsze ma dobre pióro! W moim przekonaniu jeszcze trochę za wcześnie na epokę elektryczną, ale od czegoś trzeba zacząć.

    Odpowiedz
  2. Opel Astra team

    Za małe, gdyby trochę większy model zrobili, kto wie 2 osobowy to stanowczo za mało jak na obecne warunki.

    Odpowiedz
  3. Marcin

    Takie autko kupi firma, która chce się pokazać, że jest pro-ekologiczna. Może też być to nie najgorsze rozwiązanie do przemieszczania się po terenie jakiegoś dużego zakładu produkcyjnego.

    Z moich wyliczeń wynika, że zwykły Kowalski zdecydowanie lepiej na tym wyjdzie gdy kupi np. Citigo z fabryczną instalacją gazową albo Dacię Sandero, również z LPG.

    Odpowiedz
  4. Michal

    Kupiłem to cudo 09.2014 mojej babie. Dałem 19000 tys. Jest to samochodzik do jazdy wokół komina i doskonale się sprawdza. Dzieci do przedszkola, szkoły, zakupy, poczta, urzędy itp. Mało tego…rozebrałem to auto do ostatniej śrubki uszczelki i zadbałem o blachę by nie zgnił za szybko jak samochody marki mer…. których już nie kupię. Samochód ma silną konstrukcje z rurowej ramy. Elementy elektryczne są dobrej jakości. Części np amortyzator tylni kosztował ze sprężyną 110 zł. a uszczelniacz mostu miedzy silnikiem a przekładnia 7 zł.Rachunki za prąd nie zauważalnie wyższe. Teraz wykorzystam baterie słoneczne, by mogły ładować bezpośrednio akumulatory w samochodzie i akumulatory z samochodu mogły być wykorzystane w domu. Można kombinować dowolnie – ale to już będzie się nazywać hobby.
    Jeśli chodzi o ogrzewanie jazdy do 1 km to ma lepsze, bo elektryczne działa od razu :) niż jakiś tam ropniak. A jeśli chodzi o zapalanie ropniaka to muszą państwo widzieć minę ludzi jak pomagałem na parkingu odpalić tradycyjny samochód z właśnie śmiesznego niedocenianego rometa 4e.
    Pod sklepami trzeba uważać, bo ludzie włażą pod ten samochód-nie słyszą go. Jak się stoi na skrzyżowaniu to słychać jak ludzie rozmawiają na chodniku o tym samochodzie. Cisza w korkach jest boska i nie zużywa energii :)
    Ktoś tam pisał że mały zasięg.Hmm 100km bez problemu z prędkością 60km/h. Jeśli żona chce jechać gdzieś dalej to do wypożyczalni dojedzie.

    Odpowiedz

NAPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie będzie publikowany.